Pewniacy w strachu…

PiS chce, by prezydenci i burmistrzowie miast oraz wójtowie gmin, którzy pełnią swoje stanowiska od co najmniej dwóch kadencji, w 2018 roku nie mogli ubiegać się o reelekcję. Jeśli faktycznie wprowadzi taką zmianę w ordynacji wyborczej, to większość samorządowych włodarzy z naszego regionu będzie musiała odpuścić sobie start w wyborach.

Zmiany w ordynacji wyborczej do samorządów zapowiedział lider PiS, Jarosław Kaczyński, a w telewizyjnych wywiadach potwierdziła je chełmska posłanka Beata Mazurek, rzecznik prasowy rządzącej partii. Szef PiS-u chciałby ich jeszcze przed wyborami w 2018 roku. Prezydenci miast, burmistrzowie i wójtowie, którzy teraz rządzą drugą kadencję lub dłużej, nie mogliby wystartować w najbliższych wyborach. Wszystko jednak zależy od interpretacji przepisów przez Trybunał Konstytucyjny, bo opozycja, o czym już mówi, na pewno zaskarży taką ustawę.
PiS chce, aby prezydenci, burmistrzowie i wójtowie rządzili maksymalnie przez dwie pięcioletnie kadencje. O trzecią mogliby się ubiegać dopiero po przerwie trwającej co najmniej jedną kadencję. PiS proponowane zmiany tłumaczy tym, że w wielu samorządach władza nie zmienia się od lat, a często zdarza się, że dawni naczelnicy gmin są dziś ciągle wójtami. Tak jest np. w Leśniowicach, gdzie Wiesław Radzięciak rządy w gminie objął jeszcze przed powstaniem samorządów. A to zdaniem polityków PiS nie sprzyja ani demokracji, ani dobrym, zdrowym stosunkom społecznym w danej gminie.
Prawo i Sprawiedliwość chce też, aby we wszystkich komisjach wyborczych zostały zamontowane kamery i przezroczyste urny. Prace komisji miałyby być rejestrowane, a jej obrady transmitowane na żywo przez Internet. To nie wszystko. Prawdopodobnie w miastach i gminach poniżej 20 tys. mieszkańców znikną okręgi jednomandatowe. Ostatnie wybory pokazały, że na tym tracą partie polityczne, a zyskują lokalni działacze, rozpoznawalni w swoich społecznościach.
Jeśli proponowane przez PiS zmiany zaczną obowiązywać już podczas najbliższych wyborów, zaplanowanych na jesień 2018 r., w naszym regionie tylko nieliczni samorządowcy będą mogli ubiegać się o reelekcję.
O kolejną kadencję nie mogłaby powalczyć obecna prezydent Chełma Agata Fisz, która miastem zarządza od grudnia 2006 roku. Należy się jednak spodziewać, że rządząca w mieście lewica nie oddałaby łatwo władzy. Być może bój o prezydenturę stoczyłby wtedy Zbigniew Matuszczak, od wielu lat znana postać w Chełmie, były wiceprezydent i poseł SLD dwóch kadencji, a obecnie prezes MPGK. Lewica może też postawić na innego kandydata, np. Mirosława Iwińskiego – prezesa MPEC czy Rolanda Kurczewicza – pełnomocnika prezydent Fisz. Tak czy owak, obecnie rządząca miastem ekipa zrobi zapewne wszystko, by zachować władzę w mieście.
Ale chętnych na urząd prezydenta w 2018 roku zapewne będzie znacznie więcej. Już teraz po cichu mówi się, że do kandydowania namawiana jest Ewa Jaszczuk, była radna miejska, obecnie radna sejmiku wojewódzkiego i prezes ChSM. Działacze Platformy Obywatelskiej napomykają, że o urząd powalczyć powinien Krzysztof Grabczuk, prezydent Chełma w latach 2002-2006, później marszałek a dziś wicemarszałek województwa lubelskiego. Kto wie, czy nie wystartuje też senator Józef Zając, który dziś sam tego nie wyklucza, choć w roku wyborczym będzie miał ukończone 71 lat. Bardzo istotne będzie również to, kogo wystawi lub poprze Prawo i Sprawiedliwość. Dziś co prawda trudno wskazać kandydata z PiS, ale kto by nim nie był, to – w dużej mierze ze względu na partyjny szyld – będzie mógł liczyć na wysokie poparcie.
Jeśli ordynacja wyborcza zmieni się po myśli PiS, równie ciekawe wybory czekają nas w gminach powiatu chełmskiego. W mieście Rejowiec Fabryczny nie mógłby kandydować Stanisław Bodys. W tej sytuacji na swoim miejscu burmistrz zapewne widziałby obecnego sekretarza Roberta Szokaluka lub przewodniczącego rady Roberta Szweda. Na pewno nie odpuści jednak Marcin Kopciewicz, który już dwa razy stawał w szranki z Bodysem i za każdym razem przegrywał. Ostatnio jednak nieznacznie. Coraz głośniej jest też o radnym Marku Paradzie, który ponoć zamierza zbudować w miasteczku silne struktury Prawa i Sprawiedliwości.
Nie wiadomo jak wyglądałaby sytuacja w Siedliszczu, gdzie od wielu kadencji rządzi Hieronim Zonik, ale przez lata był on wójtem gminy Siedliszcze, a od roku jest burmistrzem miasta Siedliszcze. Jeśli niemający dotąd poważnych konkurentów w Siedliszczu Hieronim Zonik nie mógłby jednak wystartować, to zapewne na swojego następcę „namaściłby” Tomasza Szczepaniaka, byłego sekretarza urzędu gminy, a obecnie wicestarostę powiatu chełmskiego.
Podobna sytuacja jest w gminie Rejowiec od 16 lat rządzonej przez Tadeusza Górskiego, która od tego roku stała się gminą miejską. Jeżeli Górski nie mógłby wystartować, to prawdopodobnie popieranym przez niego kandydatem byłby obecny przewodniczący rady miejskiej Mirosław Kość, który w przypadku wygranej mógłby powołać Górskiego np. na stanowisko wiceburmistrza.
Klarowna sytuacja wydaje się za to być w gminie Chełm. Jeśli wójtowi Wiesławowi Kociubie ordynacja wyborcza przeszkodzi w ponownym kandydowaniu, to do wyborów zapewne przystąpi jego najbliższy współpracownik, wicewójt Lucjan Piotrowski i obaj panowie jedynie wymieniliby się gabinetami.
Podobnie może być w Rudzie-Hucie. Kazimierz Smal najprawdopodobniej rekomendowałby na stanowisko wójta swojego zastępcę Jarosława Walczuka i przez pięć lat byłby wicewójtem.
Twardy orzech do zgryzienia miałby natomiast wójt gminy Leśniowice, Wiesław Radzięciak, który na dobrą sprawę nie „wychował” sobie następcy. Co prawda Monika Durko, pełniąca jednocześnie funkcję sekretarza urzędu i zastępcy wójta, może być potencjalną kandydatką na wójta, ale czy będzie w stanie wygrać rywalizację np. ze skonfliktowaną z Radzięciakiem Joanną Jabłońską, byłą sekretarz gminy, która w 2018 roku najprawdopodobniej powalczy o fotel wójta Leśniowic?
W identycznej sytuacji może się znaleźć Zdzisław Krupa, wójt gminy Rejowiec Fabryczny. Czy Mirosław Maziarz, przewodniczący rady gminy, miałby szansę go zastąpić? Nie bez szans może być też nauczycielka z Liszna, Bożena Naróg, oponentka Krupy. Poza tym należy też liczyć się z ewentualnym startem w wyborach powiatowego radnego Jerzego Kwiatkowskiego, popieranego przez PiS.
Podobnie jest w Kamieniu, gdzie od 2001 roku rządzi Roman Kandziora, ale w jego otoczeniu dorównującego mu potencjalnego następcy nie widać. Niewykluczone, że mieszkańcom Kamienia udałoby się namówić do kandydowania przewodniczącą rady powiatu Grażynę Szykułę, z którą Kandziorze jest już nie po drodze. Kto wie, czy o fotel wójta nie powalczyłby też radny Dariusz Stocki…
W Żmudzi zamiast Edyty Niezgody prawdopodobnie wystartowałby wicewójt Łukasz Burak, ale nie bez szans byłby chyba również Andrzej Zając, szef lokalnych struktur PSL. Wielką niewiadomą może być natomiast gmina Białopole. Henryk Maruszewski co cztery lata wygrywał w cuglach wybory i na razie nie widać kandydata, który chciałby ubiegać się o urząd wójta. Być może na taki ruch zdecyduje się któryś z radnych?
Jeszcze trudniej wytypować potencjalnych kandydatów w Dubience, gminie, która od kilku lat ma beznadziejną sytuację finansową. Waldemar Domański pełni funkcję wójta drugą kadencję. Na start w wyborach, kto wie, czy nie zdecyduje się radny powiatowy Janusz Kański, wielokrotnie namawiany przez mieszkańców do kandydowania na wójta.
W gminie Wierzbica swoją szansę zapewne będzie chciał wykorzystać inny radny powiatu chełmskiego – Bogusław Żelechowski, który w 2014 roku przegrał z Andrzejem Chrząstowskim w drugiej turze niewielką liczbą głosów. Ale wszystko wskazuje na to, że Chrząstowski wskaże swojego kandydata. Poza tym chyba „ostatniego słowa” nie powiedziała też Bożena Deniszczuk, prywatnie żona starosty chełmskiego Piotra Deniszczuka, która już dwukrotnie ubiegała się o fotel wójta Wierzbicy.
W dość trudnej sytuacji jesienią 2018 roku może znaleźć się natomiast wójt gminy Dorohusk, Wojciech Sawa. On też, jeśli zmiany w kodeksie wyborczym będą dotyczyły już najbliższych wyborów, będzie musiał pożegnać się ze stanowiskiem. Na kandydata/tkę na swojego następcę będzie musiał znaleźć naprawdę odpowiednią osobę (może np. obecną sekretarz gminy Katarzynę Rafalską), bo konkurentką w najbliższych wyborach może być popierana przez PiS i skonfliktowana z Sawą Małgorzata Sarzyńska.
Patrząc na plany PiS dotyczące zmian w ordynacji wyborczej, w komfortowej sytuacji są wójtowie Henryk Gołębiowski z Wojsławic i Dariusz Ćwir z Sawina, którzy rządzą dopiero jedną kadencję. Obaj przynajmniej spokojnie mogą myśleć o ponownym kandydowaniu.
Zdecydowana większość samorządowców krytykuje proponowane przez PiS zmiany, podnosząc, że zakaz sprawowania urzędu przez więcej niż dwie kadencje jest niezgodny z należnym każdemu nieograniczonym czasowo biernym prawem wyborczym sformułowanym w Konstytucji i kardynalną zasadą niedziałania prawa wstecz i jeśli już takie zmiany miałyby zostać wprowadzone, to powinny dotyczyć nie tylko prezydentów, burmistrzów, wójtów, ale również posłów, senatorów i radnych. Czy jednak takie zarzuty podzieliłby Trybunał Konstytucyjny, w którym większość sędziów niebawem będzie z rekomendacji PiS… (mas)