Pieniądze nie śmierdzą, ale Gazowa owszem…

Na Gazowej cuchnie dalej. Decydują o tym niuanse księgowe. – Miasto nie odstąpi od pobierania opłaty za korzystanie z publicznego szaletu przy ul. Gazowej – odpowiedział radnej Monice Orzechowskiej na jej interpelację w tej sprawie Artur Szymczyk, wiceprezydent Lublina
O problemie tym piszemy od 2015 r., kiedy zaczęła obowiązywać uchwała rady miasta, nakazującą pobieranie opłaty za korzystanie z publicznej toalety. Problem w tym, że przy Gazowej większość załatwiających się to ludzie bezdomni. Z racji tego, że w pobliżu znajdują się noclegownia i punkty wydawania posiłków oraz ubrań, spotkać ich można o każdej porze. W następstwie zmian prawa zaczęli oni zwyczajnie załatwiać się na ulicy, chodnikach, przy sklepach. Budzi to zgorszenie, a przede wszystkim uprzykrza życie przechodniom i ludziom prowadzącym w okolicy działalności gospodarczą. Przysypują oni kupy piaskiem, ale to żadne rozwiązanie problemu.

Interweniowali w tej sprawie już przedstawiciele rady dzielnicy Za Cukrownią, apelowali do ratusza okoliczni przedsiębiorcy, dla których problem ten jest udręką, zbierano podpisy, apelowano za pośrednictwem mediów. Wszystko na nic. Ostatnio w tej sprawie napisała do prezydenta radna Monika Orzechowska (PO).
Wiceprezydent Lublina, Artur Szymczyk, odpowiadając radnej, powołał się na księgowych z ratusza: „(…) wprowadzenie tej odpłatności pozwala gminie odliczyć podatek VAT od wydatków bieżących, które związane są z funkcjonowaniem szaletu, jak również odzyskać podatek VAT od wydatków inwestycyjnych” – napisał. CH