Pierwsze koty za płoty…

ChKS CHEŁMIANKA – POLESIE KOCK 2:1 (2:0)
1:0 – Prytuliak (11), 2:0 – Banaszak (28), 2:1 – Struski (70).
ChKS: Kijańczuk – Kwiatkowski, Sękowski, Wołos, Greguła (46 Jodłowski), Kotowicz, Kobiałka, Uliczny, Prytuliak, Koprucha (65 Chariasz), Banaszak (79 Sołtysiuk).
Sędziował: Marcin Kluk (Zamość). Żółte kartki: Greguła, Koprucha (C), Trochimiuk, Kutnik (P). Widzów: 500.
Chełmianka była zdecydowanym faworytem potyczki z Polesiem Kock. W zespole gospodarzy zagrało kilku nowych graczy i widać było, że piłkarze potrzebują jeszcze trochę czasu na zgranie. Pierwsze minuty z obu stron były chaotyczne, ale szybciej grę poukładali miejscowi. W 10 min. po szybkiej akcji Przemysław Banaszak w polu karnym uciekł rywalom, minął też bramkarza, który trącił napastnika gospodarzy, ale jedenastki nie było. Akcja jednak się nie skończyła, Chełmianka utrzymała się przy piłce. Po dośrodkowaniu w „szesnastkę” piłka spadła na rękę jednego z obrońców i w tym przypadku sędzia nie miał już wątpliwości, wskazując na „wapno”. Do karnego podszedł Aleksiej Prytuliak, jednak bramkarz odbił piłkę po jego strzale. Najlepszy snajper Chełmianki z poprzedniego sezonu dopadł do niej ponownie i skierował ją do siatki. Była 11. minuta spotkania i wszystko wskazywało na to, że gospodarze strzelą Polesiu jeszcze kilka goli. W 26 min. goście oddali pierwszy strzał na bramkę Łukasza Kijańczuka. Z 20 metrów uderzał Arkadiusz Adamczuk, ale bramkarz Chełmianki był na posterunku. Dwie minuty później w głównej roli wystąpili chełmscy młodzieżowcy. Dawid Greguła posłał ładną centrę w pole karne, a Banaszak odbił się od murawy i strzałem głową pokonał Damiana Kruczka. Po zdobyciu drugiego gola wydawało się, że gospodarze pójdą za ciosem, a tymczasem zupełnie niepotrzebnie oddali inicjatywę przeciwnikowi. Słaba gra w środku pola, dużo strat piłek, mało tego, gracze Polesia mieli za dużo swobody, więc nic dziwnego, że trener Artur Bożyk irytował się, patrząc na poczynania swoich podopiecznych. Tuż przed przerwą goście mogli strzelić kontaktowego gola, ale nie wykorzystali dogodnej okazji.
Po zmianie stron Chełmianka przycisnęła i kilkakrotnie poważnie zagroziła bramce Kruczka. Lepiej niż w pierwszych 45-minutach zagrał Prytuliak, bardziej widoczny był też Paweł Uliczny. W 49 min. w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Banaszak, ale trafił prosto w rywala. Polesie odpowiedziało szybką kontrą i stuprocentową okazję miał Grzegorz Góral, ale Kijańczuk popisał się świetną interwencją. W 56 min. bliski zdobycia trzeciego gola był Damian Koprucha, jednak też nie wykorzystał doskonałej sytuacji. Minutę później z 25 m kropnął Hubert Kotowicz, ale piłka uderzyła w poprzeczkę i wyszła poza boisko. Groźnym płaskim strzałem zza pola karnego popisał się też Szymon Jodłowski, lecz minimalnie chybił. Chełmianka dominowała wyraźnie, aż do 70 min. Wtedy to po szybkim rozegraniu piłki na jeden kontakt i podaniu od Górala, Piotr Struski bez namysłu uderzył z kąta po długim rogu, i piłka wpadła do siatki obok rozpaczliwie interweniującego Kijańczuka. Strata gola znów wprowadziła w szeregi chełmskiej drużyny niepotrzebny chaos. Miejscowi cofnęli się na swoją połowę, choć wydawało się, że postarają się o trzeciego gola. Dopiero w ostatnich minutach spotkania stworzyli dwie sytuacje, po których mogły paść gole. Najpierw Uliczny strzelił zza pola karnego prosto w bramkarza, a następnie debiutujący w barwach Chełmianki w mistrzowskim meczu Daniel Chariasz mierzył w długi róg bramki gości, ale posłał piłkę obok niej.
– Popełniliśmy sporo błędów w środku pola, nasi zawodnicy dziś chcieli strzelać gole, a momentami zapominali o grze defensywnej – powiedział po ostatnim gwizdku sędziego trener Chełmianki, Artur Bożyk. – Myślę, że gdybyśmy wykorzystali okazje z początku drugiej połowy, mecz potoczyłby się zupełnie inaczej. Dla nas najważniejsze jest to, że trzy punkty zostają w Chełmie. Chcieliśmy udanie rozpocząć sezon i tak się też stało. Przed nami na pewno sporo pracy, by poprawić naszą grę zwłaszcza w defensywie. Kilka razy Michał Wołos i Przemek Kwiatkowski musieli „gasić” pożar przed naszą bramką, co wynikało ze złego ustawienia. Ale są też pozytywy, myślę że dobry występ zaliczył Przemek Banaszak, nasz młodzieżowiec, dobrą zmianę dał też 18-letni Szymek Jodłowski, ładną asystę zaliczył Dawid Greguła. Dziś ze względu na drobny uraz nie mógł zagrać Michał Budzyński, który powinien być naszą siłą napędową. Nie było też Mateusza Filipczuka. On z kolei cały miniony tydzień chorował. Na środowy mecz z Victorią Żmudź powinniśmy być już w pełnym składzie.(red)