Pierwszy mord sądowy na Zamku

Obecna siedziba Muzeum Lubelskiego funkcjonuje w myśleniu lublinian i turystów głównie jako placówka kulturalna. Tablice pamiątkowe u wejścia do niej przypominają jednak o jej zupełnie innej funkcji.

Zamek został wzniesiona za czasów carskich z przeznaczeniem na więzienie i tę rolę spełniał zarówno podczas zaborów, jak i w niepodległej Polsce, Szczególnie krwawy rozdział zapisał się w jego dziejach podczas II wojny, a zamknęła go masakra więźniów 22 lipca 1944 r.

Co przyniosło wyzwolenie spod niemieckiej okupacji, szybko mogli się przekonać żołnierze polskiego podziemia niepodległościowego, lądujący w niedawno opróżnionych z więźniów celach. Pierwsi osadzeni trafili tu już we wrześniu 1944 r. i na własnej skórze zapoznali się z metodami śledczymi, które nie różniły się od hitlerowskich. Na porządku dziennym były tortury i bicie, a sądzeni stawali przed sądami wojskowymi.

Taki los spotkał Tadeusza Benesza ps. „Lampa” i Franciszka Gadzałę ps. „Marzec”. Spotkali się w partyzantce – Benesza, który skrył się w lasach krasnostawskich, uciekając przed pracą przymusową dla Niemców, przydzielono do pomocy Gadzale – byłemu żołnierzowi 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, później radiotelegrafiście Inspektoratu Rejonowego AK „Chełm”. Na rozkaz przełożonych, we wrześniu 1944 r. nadawali korespondencję do Londynu. W trakcie tej czynności zostali namierzeni przez nasłuch Armii Czerwonej. Aresztowani, trafili na Zamek.

Śledztwo trwało miesiąc. W akcie oskarżenia pojawił się standardowy wówczas zarzut „udziału w związku mającym na celu obalenie demokratycznego ustroju państwa polskiego” (taki sam usłyszały uczestniczki samokształceniowych lubelskich „Trójek”) oraz bezprawnego posiadania sprzętu do nadawania.

Przestępstwem był również fakt nadawania szyfrem depeszy do Londynu. Sąd uznał ich winnymi i skazał na karę śmierci. Wyrok zatwierdził 13 listopada 1944 r. gen. Michał Rola-Żymierski. Jego wykonanie nastąpiło dwa dni później na Zamku. Jak wspominają świadkowie, egzekucji dokonywano w piwnicach rozebranego później budynku administracyjnym, stojącego wówczas na przedpolu Zamku.

Razem z nimi stracono Stanisława Siwca ps. „Edmund’, szefa Biura Informacji i Propagandy miejskiego obwodu lubelskiego AK. Jego oczekująca dziecka żona na kolanach bezskutecznie błagała Żymierskiego o łaskę dla męża, być może dlatego, że w momencie aresztowania znaleziono przy jej mężu szkic artykułu o przedwojennej aferze z maskami gazowymi, w którą zamieszany był Żymierski.

(W 1924 roku wydał zgodę na zakup 100 tys. masek przeciwgazowych francuskiej firmy Protekta po 24 zł 80 gr za sztukę, podczas gdy zdaniem śledczych realna cena maski nie powinna przekraczać 16 zł 25 gr. Dostał za to 6 tys. akcji firmy Ursus oraz 11 tys. zł. Straty Skarbu Państwa wyniosły 150 tys. dolarów. Żymierski został wydalony z armii, odebrano mu wszelkie odznaczenia i skazano na 5 lat ciężkich robót).

Egzekucja trójki konspiratorów była pierwszym mordem sądowym w więzieniu na Zamku Lubelskim zarządzanym przez komunistów, którego ofiarami byli żołnierze Armii Krajowej.

W ciągu 10 lat przetrzymywano tam ponad 30 tys. osób, w tym także żołnierzy polskiego podziemia antykomunistycznego. Wielu z nich zamordowano, a ciała potajemnie grzebano na cmentarzu przy ul. Unickiej, często pogłębiając w tym celu przygotowane do pochówku groby – pozwalało to ukryć zwłoki. JD