Pilot to za mało

Jedna wspólnota, jedna brama i tylko jeden pilot na rodzinę. Za to dwa różne podejścia do – na pozór – błahej sprawy. – Tworzymy wspólnotę mieszkaniową, ale w tej absurdalnej sytuacji czuję się lekceważona – mówi mieszkanka bloku przy ul. Lutosławskiego.

Ogrodzenia wokół bloków wspólnotowych to już w Chełmie norma. Sporo wspólnot stosuje zdalnie otwierane bramy. Chodzi m.in. o to, aby na teren wspólnoty nie wjeżdżali „obcy”, którzy będą zajmować miejsca parkingowe. Otwieraną pilotem bramę zastosowano także przy jednej ze wspólnot przy ul. Lutosławskiego. Mieszkańcy otrzymali – oprócz pilotów – także specjalne kody numerowe. Po wybraniu ich w swoich telefonach komórkowych również mają możliwość otworzenia bramy i wjechania autem na teren posesji.

– Gdy zakładano ten system zabezpieczenia, otrzymaliśmy do dyspozycji jeden pilot i kody na dwa telefony komórkowe – opowiada jedna z mieszkanek Lutosławskiego. – Wtedy była możliwość dokupienia dodatkowego pilota, ale niestety nie skorzystałam z tego. Teraz jednak dodatkowy pilot jest nam niezbędny. Kiedy kodami i pilotem dysponują moi najbliżsi, którzy akurat są poza domem, ja nie mam czym otworzyć bramy. Zdobyłam numer telefonu do wykonawcy systemu zabezpieczenia i zamówiłam jeszcze jeden pilot. Kosztuje sto złotych. Chcę go kupić, ale okazało się, że bez zgody prezes wspólnoty nie zostanie mi on wydany. Absurd.

Lucyna Woźniak, przewodnicząca Wspólnoty Mieszkaniowej Nieruchomości nr 5 przy ul. Lutosławskiego 5 w Chełmie, wydaje się w tej sprawie nieugięta. Przyznaje, że tej kwestii nie reguluje uchwała wspólnoty, ale zasady były ustalone i – jak mówi – są logiczne.
– Skoro w mieszkaniu mieszkają trzy osoby i każda z nich ma zapewnione wejście, bo dysponują pilotem i dwoma kodami, to dodatkowy pilot jest zbędny – mówi Woźniak. – U wszystkich mieszkańców zastosowano te same zasady i nie ma od tego odstępstw. Piloty nie mogą trafić w ręce osób postronnych, bo wtedy na naszym parkingu brakuje miejsc parkingowych. Nasz blok znajduje się w centrum miasta, gdzie wiele osób przyjeżdża na przykład robić zakupy.

Taka argumentacja nie trafia do naszej Czytelniczki. – Taka sytuacja jest nie do pomyślenia! Tworzymy wspólnotę i wiadomo, że trzeba stosować się do pewnych zasad, ale one mają sprawić, aby dobrze, wygodnie się nam tu żyło, funkcjonowało. A ja czuję się teraz tak, jakbym nie miała prawa głosu. (mo)