Płoną nieużytki

Wystarczyło kilka suchych i cieplejszych dni, by rozpoczął się sezon na wypalanie traw. Każdego dnia strażacy wyjeżdżają już przynajmniej raz do pożaru wywołanego przez rolników. W jednym przypadku ogień omal nie przeniósł się na pobliski bar, ale nawet to nie było wystarczającą nauczką dla robiących porządki po zimie.

Jeszcze na dobre nie przywitała nas wiosna, a już strażacy mają pełne roboty ręce. Mimo tylu apeli, próśb i gróźb, wciąż nie brakuje lekkomyślnych rolników, dla których wypalanie suchych traw to nieodłączny element przygotowań do sezonu i porządków po zimie. Tylko od czwartku (21 lutego) strażacy wyjeżdżali do płonących nieużytków w Strupinie Dużym (gm. Chełm), Rejowcu Fabrycznym, Lisznie, Leszczance i Kaniach-Stacji oraz Chojeńcu-Kolonii i Chojnie Nowym (gm. Siedliszcze).

Rolnicy podpalają, a później okazuje się, że płomienie nie tak łatwo ugasić. Ogień wymyka się spod kontroli i przenosi dalej, a wtedy robi się niebezpiecznie. Tym bardziej, gdy w pobliżu znajdują się budynki, jak to miało miejsce w ubiegły wtorek (26 lutego). Wtedy rolnik bierze nogi za pas i umyka, nie przyznając się do podłożenia ognia.

– Zgłoszenie do pożaru otrzymaliśmy około godziny osiemnastej. W trwającej trzy godziny akcji wzięło udział pięć zastępów straży, łącznie dwudziestu czterech ratowników. Palił się hektar suchych traw, zaś prawdopodobną przyczyną wybuchu pożaru było zaprószenie ognia przez osobę o nieustalonej tożsamości. Ze względu na zagrożenie strażacy musieli także podać prąd wody w obronie pobliskiego obiektu gastronomicznego – relacjonuje mł. bryg. Wojciech Chudoba, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie.

Niestety, siejący spustoszenie ogień niczego nie nauczył miejscowych. Dzień później (27 lutego), mniej więcej o tej samej porze, strażacy znów gnali do Chojna Nowego. Tym razem paliło się „tylko” pół hektara nieużytków. W akcji, trwającej 1,5 godziny, wzięły udział 2 zastępy PSP.

Przypominamy, że w Polsce takie „porządkowanie” terenu przez rolników jest nielegalne. Zgodnie z ustawą o ochronie przyrody zabronione jest wypalanie łąk, pastwisk, nieużytków, rowów, pasów przydrożnych, szlaków kolejowych oraz trzcinowisk i szuwarów. Łamanie tego zakazu zagrożone jest karą aresztu albo grzywny. Jeżeli zaś wskutek wypalania traw doszłoby do poważnych strat, kwalifikacja prawna czynu może ulec zmianie (na przestępstwo uszkodzenia mienia czy spowodowania pożaru), a grożąca kara znacząco wyższa. Zgodnie z art. 163 par. 1 kodeksu karnego, kto sprowadza zdarzenie, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mające postać pożaru, podlega karze pozbawienia wolności od roku do 10 lat.

To dlatego, że ogień zabija, niszczy faunę i florę (m.in. miejsca lęgowe wielu gatunków ptaków i ssaków). Dym uniemożliwia też pszczołom i trzmielom oblatywanie łąk. Owady giną w płomieniach, co powoduje zmniejszenie liczby zapylonych kwiatów, a w konsekwencji obniżenie plonów roślin. Szczególnie niebezpieczne pożary suchych traw bywają dla ludzi.

Wysuszone trawy i pola palą się momentalnie. Pojawiające się przy tym duże zadymienie przenosi się na drogę i znacznie utrudnia widoczność kierowcom, co bardzo szybko może doprowadzić do wypadku. W rozprzestrzenianiu ognia w stronę pobliskich zabudowań i lasów pomagają także powiewy wiatru, a niejednokrotnie w takich pożarach ludzie tracą dobytek całego życia. Do tego dochodzi też ryzyko zaczadzenia osób przebywających w bezpośrednim sąsiedztwie pożaru.

Wielu rolników nie zdaje sobie sprawy z tego, że przez wypalanie traw i nieużytków mogą być pozbawieni unijnych dopłat bezpośrednich. Kierując się przyzwyczajeniem, nie rozumieją, że wypalanie traw nie daje żadnych korzyści – ziemia wyjaławia się, zahamowany zostaje bardzo pożyteczny, naturalny rozkład resztek roślinnych oraz asymilacja azotu z powietrza. Do atmosfery przedostaje się szereg trujących związków chemicznych.

Osobną kwestią jest bezzasadne użycie sił i środków (każda interwencja to kolejny, niemały, wydatek). Strażacy pędzą do pożarów łąk, nieużytków czy upraw, a w tym samym czasie mogą być potrzebni do ratowania życia i mienia ludzkiego gdzieś indziej. Niech nikogo zatem nie zdziwi, gdy pewnego dnia, przez lekkomyślność ludzi, nie dotrą na czas tam, gdzie będą naprawdę niezbędni.(pc)