Plotką w wójta

– Nic dziwnego, że urząd gminy w Gorzkowie źle pracuje, jak wójt zatrudnia znajomych, np. swoją córkę – poskarżył się nam mieszkaniec gminy. Tyle, że informację tę wyssał sobie z palca.

Tydzień temu w tekście „Poskarżył się na urząd w Gorzkowie” informowaliśmy, że mieszkaniec gminy Gorzków uskarża się, iż w tutejszym urzędzie gminy zatrudniane są osoby niekompetentne. – Jakiś czas temu było mi potrzebne jakieś zaświadczenie, a pani urzędnik wydała mi zupełnie inne. Na dodatek nie wiedziała chyba, o co mi chodzi – opowiadał mężczyzna. Po artykule odezwał się do nas inny mieszkaniec gminy Gorzków: – Nic dziwnego, że urząd źle pracuje skoro wójt zatrudnia tam osoby po znajomości, a nie podług kompetencji. Ostatnio zatrudnił na przykład swoją córkę.

Tę informację od razu zweryfikowaliśmy, wysyłając pytanie do wójta Marka Kasprzaka.

– Na początku ten news mnie nawet rozśmieszył, a przede wszystkim zdziwił. Teraz jestem, przyznaję, nieco poirytowany – mówi wójt. – Dlaczego? Bo nigdy nawet do głowy mi nie przyszło, by zatrudnić w urzędzie gminy w Gorzkowie, czy w podległym mu jednostkach, którekolwiek z moich dzieci.

Wiem, jak byłoby to odebrane i że nie byłoby to w porządku. Mam trzy córki i żadna nigdy nawet nie pytała, nie robiła podchodów do pracy w Gorzkowie. Moje córki dobrze sobie radzą – zapewnia Kasprzak. Być może plotka wzięła się stąd, że jedna z córek wójta rzeczywiście pracuje w urzędzie, ale nie w Gorzkowie, czy nawet Krasnymstawie, a w urzędzie marszałkowskim w Lublinie. – Pozostałe dwie córki pracują w Warszawie – informuje wójt Kasprzak. (kg)