Po pierwsze – nie zwalniam

Była radną gminną jednej kadencji a w wyborach na wójta gminy Wierzbica startowała aż pięć razy. Zaprzeczyła powiedzeniu – do trzech razy sztuka. Nie można odmówić jej wytrwałości i konsekwencji w działaniu oraz pracowitości, która w końcu zaowocowała zwycięstwem w wyborach. Przy okazji jest jedyną w Polsce panią wójt, której mąż jest starostą powiatu. O pierwszych decyzjach nowej wójt Wierzbicy rozmawiamy ze Zdzisławą Bożeną Deniszczuk.

– W najbliższy piątek, podczas pierwszej sesji Rady Gminy oficjalnie obejmie Pani stanowisko wójta. Mieszkańcy zastanawiają się, jakie będę Pani pierwsze decyzje, zwłaszcza kadrowe. Bo o nowych wójtach zwykło się mówić, a nawet straszyć, że będą zwalniać.

– Nic podobnego. Zależy mi przede wszystkim na łagodnym przejęciu władzy i zachowaniu jej ciągłości. Nie ma mowy o zwalnianiu kogokolwiek. Zarówno sekretarz jak i skarbnik gminy pozostaną, jeśli zechcą, ci sami. Tak samo pozostali pracownicy urzędu czy podległych jednostek. Wiem, że to w większości doświadczeni urzędnicy i ja, jako wójt, będę mogła z tego doświadczenia korzystać. Dla mieszkańców gminy wybory skończyły się 4 listopada i dzisiaj, mimo zmiany wójta, mieszkańcy oczekują i powinni mieć możliwość normalnego załatwiania urzędowych spraw. Nie sądzę, żeby zależało im też na tym, żeby czytać w gazetach o waśniach i kłótniach w gminie. Takich nie przewiduję.

– A jak zamierza Pani odwdzięczyć się Markowi Kaczmarskiemu, który w drugiej turze poparł Panią i namawiał do głosowania na Panią innych mieszkańców? Czy to prawda, że ma zostać wicewójtem?

– W poniedziałek, po pierwszej turze pan Marek zadzwonił do mnie z gratulacjami i sam zaproponował, że chciałby się spotkać i przekazać mi swoje poparcie. Uznał, że będę lepszym gospodarzem niż mój konkurent. Uczestniczył w spotkaniach, które organizowałam, zabierał w nich głos i zachęcał do głosowania na mnie. Przy tym nigdy nie oczekiwał nic w zamian za to poparcie. Zresztą gdyby dwadzieścia lat temu ktoś powiedział mi, od kogo mogę liczyć na poparcie w tych wyborach, nigdy bym nie uwierzyła.

– Ma Pani na myśli ludzi związanych np. z byłym wójtem, Andrzejem Chrząstowskim?

– W drugiej turze stanęli oni przed wyborem głosowania na mnie lub na Bogusława Żelechowskiego. Na pewno część z nich głosowała na mnie, w co rzeczywiście kiedyś nie uwierzyłabym.

– Zatem jakie będę Pani pierwsze decyzje?

– Tak naprawdę dopiero od momentu powołania na stanowisko będę miała wgląd do dokumentów gminy. Będę mogła ocenić jej sytuację finansową i poznać jej możliwości. Lada moment nowa już rada gminy będzie pracowała nad projektem budżetu przygotowanym przez poprzedników. A w nim są główne założenia na 2019 rok. Na początek zapewne będę reagowała na najpilniejsze potrzeby tj. bieżące remonty czy przygotowanie gminnych dróg do zimy. Ale oczywiście planuję spotkania z kierownictwem wszystkich gminnych jednostek, żeby poznać ich problemy i potrzeby i zaplanować pracę na przyszły rok.

Do zakończenia i rozliczenia pozostały inwestycje z unijnym dofinansowaniem np. kanalizacja. Będę skupiała się na pozyskiwaniu unijnych pieniędzy, bo nieuchronnie zbliża się koniec funduszy. Chciałabym, aby z dofinansowania skorzystały jeszcze koła gospodyń wiejskich i ochotnicza straż pożarna. Mam już nawet na oku kogoś, kto mógłby zająć się przygotowaniem wniosków. Chcę postawić na remonty dróg, integrację lokalnej społeczności i kontynuować to, co dobrze sprawdzało się do tej pory np. spotkania z seniorami. W ogóle chciałabym, aby mieszkańcy gminy czynnie uczestniczyli w wydarzeniach, np. uroczystościach szkolnych. Dlatego dobrym pomysłem byłoby organizowanie ich po lekcjach.

– Czyli wojny nie będzie?

– Ani w urzędzie, ani w radzie gminy nie przewiduję, żeby komukolwiek zależało, aby przez pięć lat być w opozycji. Wybory już się skończyły. Nie ma już miejsca dla osobistych ambicji. Trzeba pracować dla gminy, dla mieszkańców i na tym polu się realizować. Każdy radny będzie miał czas i możliwość, żeby wykazać się pomysłowością i kreatywnością. Z tego będziemy rozliczani w kolejnych wyborach. Radnym z pozostałych komitetów złożę propozycję, aby nie tworzyli odrębnych klubów, chociaż oczywiście formalnie mają do tego prawo. Chciałabym jednak, abyśmy pracowali jako jedno ciało, bo nie ma gorszych czy lepszych radnych. To mieszkańcy zdecydowali, kogo wybrali i nie patrzyli na komitety tylko na konkretnych ludzi.

– Dziękuję za rozmowę. (rozmawiał Bogumił Fura)