Po piwku do bramy na… siusiu

Sytuacja powtarza się co roku. Mieszkańców centrum Krasnegostawu szlag już trafia! Uczestnicy „Chmielaków” załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne w bramach, zamiast skorzystać z przenośnych toalet. Zwłaszcza wieczorami i nocą. Smród jest nie do wytrzymania. – W dużej mierze to wina organizatora – uważa jeden z mieszkańców kamienicy przy Placu 3 Maja.

Uczestnicy tegorocznych „Chmielaków” wypili hektolitry piwa. Złocisty napój przez trzy dni lał się strumieniami. Do Krasnegostawu przyjechali mieszkańcy niemal całego województwa lubelskiego. Na ulicach miasta były tysiące ludzi. Przez trzy dni zabawa trwała do późnych godzin nocnych. – Superimpreza, świetny koncert zespołu „Kaliber 44”, smaczne piwo. Za rok wracam do Krasnegostawu – mówi Bogdan z Woli Uhruskiej.
Ale nie wszyscy o „Chmielakach” mówią dobrze. Mieszkańcy centrum miasta co roku narzekają na tych, którzy swoje potrzeby fizjologiczne załatwiają w pobliskich bramach, zamiast skorzystać z przenośnych toalet. – Mieszkam w jednej z kamienic przy Placu 3 Maja – opowiada starszy mężczyzna. – W niedzielę i poniedziałek nie można było wyjść na zewnątrz, bo strasznie śmierdziało moczem. Cała brama była obsikana. Organizator źle rozmieścił toalety. W ścisłym centrum były one tylko na ul. Zamkowej i przy Piłsudskiego. Przy takiej imprezie toalet powinno być więcej i w kilku miejscach, żeby były widoczne. Mam pretensje do straży miejskiej, bo do jej obowiązków należy pilnowanie czystości w mieście. Odnoszę wrażenie, że gdyby przy Placu 3 Maja mieszkała pani burmistrz, albo któryś z prominentnych urzędników, organizatorzy lepiej przyłożyliby się do wykonywania swoich zadań, a i straż miejska częściej zaglądałaby do bram.
Hanna Mazurkiewicz uwagę mieszkańców centrum miasta przyjmuje, ale też podkreśla, że są tacy, którzy załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne w bramach nawet wtedy, gdy nie ma „Chmielaków”. – Nie znajduję usprawiedliwienia dla osób, które tak postępują. To jest kwestia kultury osobistej i dobrego wychowania – mówi burmistrz. – W tym roku były też toalety z wodą, by zachować większą higienę. „Toitoiek” zamówiliśmy zresztą więcej, niż przed rokiem.
Nasz czytelnik sugeruje też przeniesienie „Chmielaków” na krasnostawskie błonia. – Teren znakomity na imprezy plenerowe – mówi. – Z daleka od centrum miasta. Przynajmniej nikt nie będzie siusiał nam po bramach. I ciszej będzie na placu – podkreśla mieszkaniec.
Zdaniem burmistrz, „Chmielaków” nie da przenieść się na błonia, ze względu na warunki. – To teren nieutwardzony, podmokły i w razie opadów deszczu byłaby kompletna klapa. Po ulewie stoi tam woda po kostki. Zresztą browary nie chcą rozstawiać swoich namiotów na gruncie. W grę wchodzi jedynie utwardzona nawierzchnia – wyjaśnia H. Mazurkiewicz. (ps)