Pochylnia nie dla wszystkich?

– Dla kogo jest pochylnia na osiedlu Wschód? – pytają członkowie Stowarzyszenia Świdnik Miasto dla Rowerów w piśmie wysłanym do urzędu miasta. Udogodnienie, które powstało z ich inicjatywy, nie wygląda tak, jak zakładali. Ich zdaniem pochylnia powinna być szersza i wykonana z asfaltu, a nie z kostki brukowej.


Każdego roku członkowie Stowarzyszenia Świdnik Miasto dla Rowerów w ramach budżetu obywatelskiego przygotowują propozycje pomysłów na usprawnienie infrastruktury rowerowej w mieście Z ich inicjatywy w ubiegłym roku powstały wiaty rowerowe przed szkołami, a w tym pochylnia umożliwiająca osobom poruszającym się na wózkach, rodzicom z wózkami oraz rowerzystom swobodne przejechanie przez osiedle Wschód. Niedawno inwestycja została oddana od użytku, ale jak mówią cykliści, nie mogą się pod nią podpisać. Ich zdaniem podjazd ma złe parametry. Wystosowali do urzędu miasta pismo, w którym pytają władze Świdnika, dla kogo jest pochylnia.
– Aby pochylni mogli używać rowerzyści, powinna mieć nie 2 m, jak zrobiono, a 2,5 m. Trudno będzie z niej korzystać także niepełnosprawnym, bo pochylnie o spadku powyżej 6 stopni potrzebują tzw. spoczników – płaskich powierzchni pomiędzy podjazdami, na których można odpocząć. Tu ich nie ma – zauważają cykliści.
Kolejny z ich argumentów to wykonanie nawierzchni pochylni nie z asfaltu, jak wnioskowali, a z kostki brukowej.
Urzędnicy tłumaczą, że pochylnia jest dla wszystkich, którzy chcą z niej korzystać. Jak dotąd, poza przedstawicielami ŚMDR, nikt się na nią nie skarżył
– Ci, którzy z niej korzystają, są zadowoleni i chwalą pochylnię – zapewnia Michał Piotrowicz, zastępca burmistrza ds. inwestycji. – Ubolewam nad tym, że niektórzy członkowie tego stowarzyszenia starają się dyskredytować i krytykować każde działania miasta i chcą na to nakręcić innych. Długo obracam się w świdnickim środowisku rowerowym i jestem w kontakcie z ludźmi, pokonującymi rocznie tysiące kilometrów na rowerze, również po mieście. Nikt z nich nie zgłaszał podobnych uwag.
Miasto brało pod uwagę wykonanie pochylni z asfaltu, ale – jak zaznacza wiceburmistrz – okazało się to za drogie.
– To byłoby wyrzucanie pieniędzy w błoto. Po co płacić 100 tys. zł za parę metrów kwadratowych asfaltu, kiedy można wykonać coś równie dobrze z kostki brukowej – kwituje Piotrowicz. (w)