Podpalacz chce wyjść zza krat

Odgrażał się, aż wreszcie rozpalił ognisko i chciał puścić z dymem szeregowiec, w którym oprócz niego mieszkały rodziny z małymi dziećmi. Teraz chce wyjść z aresztu i uskarża się na decyzję sądu o odmowie. Planuje wrócić na stare śmieci?

Chwile grozy mieszkańcy Bezku w gminie Siedliszcze przeżyli na początku listopada 2016 roku. W murowanym, parterowym szeregowcu, w którym mieszkał 55-letni wówczas Zbigniew P. oraz dwie rodziny z małymi dziećmi, wybuchł pożar. Płomienie w mieszkaniu mężczyzny zauważyła jedna z sąsiadek i od razu zaalarmowała resztę mieszkańców. Wybiegli z dziećmi z domu i zadzwonili po pomoc, bo pożar szybko się rozprzestrzeniał na pozostałe mieszkania.
Gdy zaczęła się ewakuacja z budynku, sąsiedzi widzieli, jak 55-latek zbiera z okolicy liście i gałęzie, po czym wbiega do domu i dorzuca je do ognia. Na koniec miał stanąć przy piecu i podziwiać swoje dzieło. Kiedy strażacy przyjechali, podali pierwsze prądy wody i weszli do płonącego mieszkania, zobaczyli stojącego w kuchni 55-latka. Wpatrywał się w ogień… Śmiał się sąsiadom w twarz, gdy ratownicy wyprowadzali go z płonącego budynku.
Zbigniew P. pochodzi z Lechówki (gm. Siedliszcze). Podejrzewano, że kilka lat temu podpalił dom swoich rodziców. Rozwodnik. Jeden z jego synów kilka lat temu popełnił samobójstwo – rzucił się pod pociąg. Drugi, upośledzony umysłowo, łoży alimenty na ojca.
Jakiś czas temu Zbigniew P. wyjechał do Warszawy, do pracy. Alkoholik z problemami szybko stał się bezdomny. Mieszkał na ulicy, spał pod mostem i w kanałach. Po śmierci ojca wrócił i zamieszkał w odziedziczonym po nim mieszkaniu w Bezku. Jak mówili jego sąsiedzi, niemal od początku zamienił ich życie w koszmar – dzieci bały się wychodzić na podwórko, bo szaleniec przechadzał się dokoła z widłami lub z siekierą i wyznaczał nimi granicę swojej miedzy, której nie mogli przekraczać. Odgrażał się, wyzywał, groził rodzinom z dziećmi. Interwencje policji były tam średnio trzy lub cztery razy w tygodniu, a kiedy wpadał w szał, to nawet dwa razy dziennie. Podczas jednej z ostatnich przed pożarem rzucał cegłówkami w samochód sąsiadki. Miał też powiedzieć jednemu z mieszkańców, że spali wreszcie swoich sąsiadów i sam się powiesi.
Po pożarze P. został natychmiast zatrzymany i usłyszał zarzuty. Ustalono, że podpalacz wzniecił ogień od starej opony i odkręcił butlę z gazem. Szaleniec trafił do aresztu tymczasowego, gdzie przebywa do tej pory. Po zakończonym przez prokuraturę postępowaniu przeciwko niemu sprawa trafiła na wokandę Sądu Rejonowego w Chełmie. Oskarżony złożył wniosek o uchylenie aresztu, ale sąd się nie zgodził. P. zawnioskował zatem o przydzielenie mu obrońcy z urzędu, a ten złożył zażalenie na decyzję sądu o odmowie uchylenia aresztu jego klientowi. W czwartek (1 lutego) akta zostały przesłane do Sądu Okręgowego w Lublinie, który ma rozpatrzyć sprawę. Czy lubelski sąd pozwoli na to, by podpalacz wyszedł na wolność, wrócił do Bezku, a w procesie odpowiadał z wolnej stopy? (pc)