Pogrzebali kopalnię?

Australijscy inwestorzy z Prairie Mining, którzy chcieli budować kopalnię węgla pod Siedliszczem, skarżą się do międzynarowego arbitrażu na opieszałość polskich urzędów. Czy to ostateczny dowód na fiasko rozmów o przejęciu projektu przez Jastrzębską Spółkę Węglową i potwierdzenie, że nowa kopalnia nigdy u nas nie powstanie? Coraz głośniej mówi się, że zwyciężyło lobby stojące za gigantycznym importem węgla. – Bo jak inaczej wytłumaczyć, że polski rząd woli wspierać miejsca pracy w Rosji, niż tworzyć je w kraju? – pytają chełmscy samorządowcy.

Przed tygodniem pisaliśmy o likwidacji ostatniej linii do produkcji klinkieru w Cementowni w Rejowcu Fabrycznym, co w praktyce oznacza koniec tamtejszego zakładu, grupowe zwolnienia a dla miasta i gminy utratę pokaźnych podatków. Kilka dni później gruchnęła kolejna, bardzo niedobra dla nas informacja o tym, że australijska spółka Prairie Mining, która za pośrednictwem polskiej firmy PDCo planowała budowę kopalni węgla w Kuliku pod Siedliszczem, pozwała Polskę do międzynarodowego arbitrażu za utrudnienia przy realizacji swoich projektów (również budowy kopalni w Dębieńsku, na Górnym Śląsku).

A jeszcze niedawno mówiło się, że Jastrzębska Spółka Węglowa, polski gigant wydobywczy, jest poważnie zainteresowana przejęciem projektów Prairie w Polsce. Prezes JSW Daniel Ozon, który w październiku ubiegłego roku był w Chełmie, zachwalał złoża w Kuliku i niskie koszty wydobycia węgla. Mówił, że jego spółka interesuje się także trochę zapomnianym projektem drugiej kopalni w Pawłowie i w planach ma powołanie swojej siedziby JSW – Wschód w Chełmie.

A podczas spotkania przypomniano, że pokłady węgla pod Kulikiem to w przeważającej części węgiel koksujący, który jest surowcem strategicznym dla Unii Europejskiej, niezbędnym przy produkcji stali i którego wydobycie nie ustanie pomimo trendów zamykania kopalń, które wydobywają węgiel energetyczny.

Za dobrze szkło?

Co się stało, że mimo takich deklaracji Australijczycy tydzień temu powiadomili premiera i prezydenta o złożeniu skargi na Polskę do międzynarodowego arbitrażu? Oczywiście nie bez znaczenia był termin składania obietnic przez prezesa JSW. Akurat tak się złożyło, że wizje rozwoju miasta i naszego regionu przypadły na tydzień przed wyborami samorządowymi. Ale rozmowy JSW z Prairie rzeczywiście trwały od kilku miesięcy.

I zdaniem zainteresowanych faktycznie zmierzały do korzystnego dla nas wszystkich finału. Bo mieszkańców ani samorządowców nie interesuje, kto będzie budował kopalnię. Ale jeśli miałaby to być to polska firma, tym lepiej. Ale ważne, aby kopalnia w ogóle powstała. Bo tylko zupełnie nowy zakład pracy tej wielkości, przy którego samej budowie będzie zatrudnionych nawet 1,5 tys. ludzi, który da później stabilną i bardzo dobrze płatną pracę kilku tysiącom osób a pośrednio przyczyni się do powstania nawet 10 tysięcy miejsc pracy w regionie, może wyciągnąć nas z gospodarczej zapaści.

Przy okazji wizyty w naszym mieście prezesa JSW, chełmska posłanka i wicemarszałek sejmu Beata Mazurek zapewniała: – Prawo i Sprawiedliwość wspiera pomysł budowy kopalni w naszym regionie. Do tej inwestycji jest przychylność premiera, jest przychylność szefa PiS i okazuje się, że są też już zaawansowane prace i rozmowy między Australijczykami a JSW w tej sprawie. Ze swojej strony dołożę wszelkich starań, żeby prace przy tym projekcie poszły tak daleko, żeby nikt nie mógł już odwrócić decyzji.

Słowa chełmskiej parlamentarzystki potwierdził premier Mateusz Morawiecki, który przed wyborami także był w Chełmie.

Ale mimo tej przychylności i leżących „na stole” dokumentów brakuje decyzji. I wszyscy zastanawiają się, o co chodzi. Czy jest jeszcze jakaś większa siła, lobby, które ma możliwość blokowania tej inwestycji? Plotki mówią o milionach, które na imporcie węgla zarabiają firmy rodzinnie powiązane z szefami niektórych resortów. Ale jest też oficjalny spór między ministerstwem energii kierowanym przez Krzysztofa Tchórzewskiego, a prezesem JSW, który jest zwolennikiem budowy kopalni w Kuliku.

Komu nie zależy?

Czy pozwanie Polski do arbitrażu to sygnał, że rozmowy z JSW spaliły na panewce i temat kopalni możemy odłożyć na półkę?

– Widocznie w Polsce nic nie może powstać – tak, jak było z planami elektrowni przy Bogdance – mówi Hieronim Zonik, burmistrz Siedliszcza. – Na początku lat dziewięćdziesiątych były przecież koncepcje i dwie lokalizacje dla elektrowni w Woli Korybutowej i w Zawadowie. Ale przecież ktoś handluje energią i zakład nie powstał. Czy podobnie ma być z kopalnią? To lepiej płacić za tworzenie miejsc pracy w Rosji, Australii czy Ameryce, skąd importujemy węgiel, niż na miejscu, w kraju? Myśmy ze swojej strony zrobili wszystko, co mogliśmy, ale widać to za mało.

Mimo informacji o sporze nadzieję na pozytywny finał ma Stanisław Bodys, burmistrz Rejowca Fabrycznego, w którym dzięki kopalni miałby powstać zakład przerobu węgla.

– W pierwszej fazie, zanim dojdzie do faktycznego postępowania przed arbitrażem, inwestor wnosi o usunięcie przeszkód, które wskazuje po stronie polskiej – mówi. – Na to jest sześć miesięcy. Być może do tego czasu kwestie sporne zostaną usunięte albo dojdzie faktycznie do przejęcia Prairie przez JSW. Nieficjalnie mówi się, że wszystkie uzgodnienia są i czekają na zielone światło strony rządowej.

A pamiętajmy, że w tym roku są wybory do parlamentów europejskiego i polskiego. Będzie okazja, aby zapytać polityków o to, dlaczego finansujemy miejsca pracy w Rosji. Nasz region się nie dźwignie bez tego zakładu. Nie ma już też argumentów przeciwników, że kopalnia to konkurencja dla Bogdanki, bo nie jest, a Bogdanka, jeśli JSW przejmie inwestorów, może zyskać na współpracy. JSW jest zainteresowana węglem konksującym a Bogdanka energetycznym.

Miliardowe odszkodowania w tle

Przedstawiciele Prairie na temat sporu nie chcą się wypowiadać. Nieoficjalnie przyznają, że do skorzystania z zapisów umowy o ochronie inwestycji, jaką Polska ma z Australią, zmusiły ją piętrzące się przeszkody administracyjne. Wiadomo, że w przypadku projektu w Kuliku skarżą się m.in. na brak umowy na użytkowanie górnicze terenu pod kopalnię i brak decyzji środowiskowej, którą powinna wydać Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Lublinie. Spółka od ponad roku uzupełnia dokumenty a RDOŚ domaga się kolejnych wyjaśnień, co może przedłużać procedurę w nieskończoność. A to w konsekwencji może narażać Polskę na miliardowe odszkodowania. Czy nie lepiej wydać te miliardy na budowę kopalni? (bf)