Pokonują nas lata zaniedbań

– Przeciwko ministrowi zdrowia Łukaszowi Szumowskiemu odbędzie się proces przed komisją etyki zawodowej z powództwa lekarzy o złamanie przysięgi Hipokratesa i nie tylko… Taki wniosek już wpłynął do rzecznika odpowiedzialności zawodowej – poinformował dr Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.


Szefowi resortu koledzy zarzucają zmuszenie ich do odstąpienia od prawidłowo realizowanej opieki nad pacjentami innymi niż dotknięci koronawirusem. Dotyczyć ma to przede wszystkim cierpiących na raka.

Umiera się nie tylko na koronawirusa

– Wielokrotnie mówiliśmy i apelowaliśmy jako lekarze o brakach kadrowych, o niedofinansowaniu – bez odzewu. Dziś mamy tego rezultat. Przyszedł kryzys i ludzie z powodów zaniedbań umierają. Mówię tutaj o chorobach innych niż wirus. Pacjenci z innymi schorzeniami, problemami onkologicznymi, kardiologicznymi dziś boją się przyjść do lekarza. My to dziś mocno odczuwamy. Widzimy to po ilości pacjentów, których normalnie mieliśmy w przychodniach. Teraz tych pacjentów jakby nie ma. Na pewno nie przestali nagle chorować. Oni po prostu zaczęli się bać i uważają: może nie dziś, może za tydzień, może za miesiąc. Co, jeśli już będzie za późno? – krytykuje wprowadzone ograniczenia w dostępie do specjalistów dr Matyja i podkreśla: – Koszty zaniedbania zdrowotnego pacjentów będą nie do oszacowania. Dziś niszczymy wieloletnie postępy w leczeniu choćby onkologii…

Zakaźnictwo próbowali zniszczyć

Oceniając przebieg pandemii i zabiegi stosowane w celu jej spowolnienia i powstrzymania – dr Matyja odniósł się między innymi do wielokrotnie, a nieskutkującego działaniami opisywanego (także na naszych łamach) problemu macoszego traktowania zakaźnictwa w polityce zdrowotnej realizowanej w ciągu ostatniej dekady. – Od dłuższego czasu oddziały chorób zakaźnych zamykano. Uznano je za niepotrzebne.

Jak już były, to ekstremalnie niedoposażona. One praktycznie nie istniały… I nagle co? Zapotrzebowanie gwałtownie wzrosło. Przekształcanie, przenoszenie personelu, który nie miał doświadczenia w pracy na takim oddziale. Później ktoś z ministerstwa wskazuje na to, że rozwój wirusa wśród personelu medycznego to skutek uprawiania brawury wśród nich. Drodzy państwo, nie da się z dnia na dzień dostosować całego szpitala, personelu do specyfikacji pracy w warunkach zakaźnych! – punktuje prezes Matyja.

Przypomnijmy, że ograniczenie ilości łóżek zakaźnych, a także zamykanie całych oddziałów było jednym z elementów niesławnego programu restrukturyzacji świadczeń, realizowanego pod rządami sejmikowej koalicji PO-PSL i platformowego członka Zarządu Województwa Tomasza Pękalskiego, zwolennika medycznej „Godzilli”, megaszpitala powstałego z połączenia wszystkich lubelskich placówek, w tym także skazanego wówczas na likwidację Szpitala im. Jana Bożego. Tylko determinacja środowiska medycznego uratowała wówczas choć część lubelskiego zakaźnictwa, jednak tragiczne skutki tamtych zniszczeń odczuwalne są zwłaszcza dziś, w obliczu pandemii.

Nauczmy się żyć z wirusem

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej pozostaje też sceptyczny wobec wielu propozycji, zgłaszanych chaotycznie u progu tzw. okresu przejściowego. – Trzeba być chyba wróżbitą, żeby powiedzieć, czy szczyt zakażeń koronawirusem będzie za miesiąc, czy za dwa. Wcześniej słyszeliśmy, że za 2 lata, teraz, że w listopadzie. Mam wrażenie, że to jest taka ocena czasu trwania pandemii z wyraźnymi potrzebami politycznymi. Ja myślę, że trzeba inaczej powiedzieć: że my musimy nauczyć się żyć z wirusem, że nie możemy być cały czas spanikowani i zamknięci w 4 ścianach – tłumaczy dr Matyja. – Dziś wraca swoboda, wraca wolność.

Zabrano ją przy 3000 zachorowań, a oddaje się ją przy 10 000. Dlaczego? Bo wreszcie ktoś przyznał się do błędu, że to była zła decyzja. Ja też uważam ją za niepotrzebną. To nic nie zmieniło. Mamy mnóstwo skrajności: maseczki nic nie dają, za chwile ich nakaz! I co widzimy? Że ludzie je noszą tylko, by nie łamać prawa, a to, że one nic nie dają lub wręcz szkodzą, bo są siedliskiem bakterii, to druga sprawa. Najłatwiej kazać, ale już powiedzieć jaka maska, jak długo, jak o nią dbać, czy jak ściągać lub zakładać to już nie… – wyjaśnia lekarz i konkluduje: – Może nie jesteśmy narodem jak Skandynawowie, ale mimo wszystko jesteśmy odpowiedzialni i rząd powinien ludziom zaufać. My umiemy się dostosować do wskazań, tylko oby te wskazania były racjonalne.

Niestety, na racjonalność w polityce, zwłaszcza jeśli chodzi o politykę zdrowotną, już dawno chyba przestaliśmy liczyć w ogóle. TAK