Pół roku na odpowiedź

W ciągu roku średnio w kilkudziesięciu sprawach chełmscy śledczy muszą sięgać po pomoc zagranicznych służb. A z tym jest różnie, bo metody działania Polaków w praktyce często znacznie odbiegają od „obcych”.

Wbrew pozorom najłatwiej chełmskim śledczym współpracuje się z Ukrainą (pod warunkiem, że nie chodzi o przestępstwa gospodarcze). Tamtejsze służby, w przeciwieństwie do niemieckich czy holenderskich, nie zwlekają miesiącami z przesłaniem informacji po przesłuchaniu świadków. A czym różni się sposób pracy naszych śledczych od „obcych”?
Przykładowo: Ukraińcy mają opracowany zestaw pytań, którego trzymają się kurczowo podczas przesłuchań. Nie dodają nic od siebie, nie komplikują sobie sprawy i nie ciągną świadków za język. Anglicy z kolei podchodzą do przesłuchań „na luzie”. My mamy inne standardy, jesteśmy bardziej szczegółowi.
– Nie jesteśmy tak liberalni – mówi Andrzej Lebiedowicz, zastępca prokuratora rejonowego w Chełmie. – Kraje zachodnie mają uproszoną procedurę. W Wielkiej Brytanii jest też duże zaufanie do władzy – dodaje.
Świadkowie nie są wzywani – wystarczą informacje spisane przez policjanta (nawet nie z wydziału kryminalnego, a zwykłej „patrolówki”) w notatce zaraz po zdarzeniu. Ewentualnie mundurowy zadzwoni do świadka i porozmawia z nim przez telefon (rozmowa nie jest nawet nagrywana). W oczach naszych śledczych wygląda to tak, jakby tamtejszym służbom zależało jedynie na statystykach i zrzucali odpowiedzialność na sądy i prokuratury.
Ze współpracą międzynarodową bywa różnie, a największą przeszkodą jest czas jej trwania przy każdym śledztwie. W przypadku UK problem będzie jeszcze większy po brexicie. To do Anglii najczęściej uciekają podejrzewani o popełnienie przestępstwa, a ENA (europejski nakaz aresztowania, czyli uproszona forma ekstradycji) działa jedynie na terenie krajów Unii Europejskiej. (pc)