Polacy i Ukraińcy w dwóch ogonach

W Wydziale Komunikacji chełmskiego starostwa codziennie ustawiają się dwie długie kolejki. W jednej stoją Polacy, w drugiej Ukraińcy…

Proceder rejestrowania samochodów na współwłasność z obywatelami Ukrainy kwitł od paru lat. Dla niektórych mieszkańców Chełma i powiatu chełmskiego był sposobem na biznes. Za zarejestrowanie auta na siebie dostawali od Ukraińców ponoć do 1000 zł.

Rekordziści są „współwłaścicielami” ponad tysiąca aut. Ale koniec z tym. Proceder ukrócili Ukraińcy, zmieniając pod koniec listopada ub.r. przepisy celno-skarbowe na Ukrainie. Efekt jest taki, że Ukraińcy, którzy jeżdżą samochodami na polskich tablicach rejestracyjnych, muszą je teraz wyrejestrować w Polsce i wywieźć na Ukrainę. W przeciwnym razie grożą im wysokie kary.

Stąd kolejki w chełmskich urzędach. Petenci zgłaszają sprzedaż auta, gdzie kupującym w stu procentach jest już Ukrainiec. Potem zgłaszają wywóz pojazdów za granicę. W tym celu trzeba złożyć odpowiednie wnioski, zwrócić tablice o wyróżnikach „LC” lub „LCH”, otrzymać tablice tymczasowe, tzw. wywozowe, na wywóz pojazdu za granicę. Na te formalności jest pół roku.

W związku z tym wydziały komunikacji w chełmskim ratuszu i starostwie w ostatnich tygodniach są oblężone. Zdarzało się, że chełmianie – nie mający nic wspólnego z procederem rejestrowania na współwłasność aut z obywatelami Ukrainy – nie mogli załatwić tam swoich spraw. Kolejki, w których ustawiali się Ukraińcy, były ogromne. Najtrudniej pod tym względem jest w chełmskim starostwie, gdzie do niedawna na współwłasność z Ukraińcami zarejestrowanych było aż 4,5 tysiąca aut.

– W związku ze zmianą ukraińskich przepisów do naszego wydziału codziennie zgłasza się mnóstwo osób – mówi Wioletta Łapińska-Durko, dyrektor Wydziału Komunikacji i Spraw Obywatelskich chełmskiego starostwa. – Początkowo polscy petenci mieli problem, aby załatwić swoje formalności, dlatego aby im to umożliwić wprowadziliśmy rozwiązanie.

Rankiem każdego dnia wydajemy sześćdziesiąt numerków: trzydzieści dla Ukraińców, trzydzieści dla Polaków. Petenci ustawiają się w dwóch kolejkach. Pod koniec dnia, jeśli okaże się, że jest przed godziną piętnastą a wszyscy petenci z numerkami załatwili już swoje formalności, przyjmujemy tych, którzy rano nie mieli wydanego numerka. Tak było w poniedziałek, kiedy to przyjęliśmy siedemdziesięciu interesantów.

Od kiedy weszły w życie zmiany w ukraińskich przepisach, tj. od końca listopada ub.r., w chełmskim starostwie wydano 483 komplety tzw. tablic czerwonych, czyli uprawniających do wywozu pojazdu z Polski (w poprzednich miesiącach 2018 r. wydano ich zaledwie kilka), w tym 187 kompletów w styczniu br.

Sztuczny tłum

Trochę krótsze kolejki są w Wydziale Komunikacji chełmskiego ratusza. Jego dyrektor – Monika Zaborek-Turewicz, przyznaje, że przed drzwiami urzędników stoi wielu petentów w związku z wejściem w życie zmian w ukraińskich przepisach. W większości to „sztuczny tłum”, bo w jednej sprawie do urzędu często przychodzą Ukrainiec, który kupuje auto (najczęściej w towarzystwie swoich rodaków), Polak, który pojazd sprzedaje a do tego jeszcze osoba w roli tłumacza.

– Od czasu, gdy weszły w życie zmiany w ukraińskich przepisach, jednego dnia rekordowo wydaliśmy czterdzieści kompletów tablic na wywóz pojazdu za granicę, ale średnio wydajemy ich dziennie około piętnastu – mówi dyrektor Zaborek-Turewicz. – Dla porównania: przed wejściem zmian wydawaliśmy rocznie od dwóch do pięciu takich kompletów tablic.

To prawda, że pracy mamy dużo, ale te obowiązki się wyrównują: poprzednio Ukraińcy rejestrowali auta, a teraz zgłaszają wywóz pojazdów za granicę. Od końca listopada wyrejestrowaliśmy ponad czterysta pojazdów ze względu na wywóz za granicę. (mo)