Półtora „przystanku” w pół godziny

„Półtora przystanku” w pół godziny przejechał w czwartek nasz czytelnik podróżujący trolejbusem linii 155 przez ulicę Łęczyńską. – To nie do pomyślenia. To jest karygodne. Wszyscy mamy jakieś plany na określony dzień, które przez wydłużenie czasów przejazdu mogą lec w gruzach – oburza się. Przedstawiciele Zarządu Transportu Miejskiego odpierają zarzuty, twierdząc, że sytuacja nie była zależna od nich.


Pan Józef, czytelnik „Nowego Tygodnia”, w czwartek około godziny 13.45 na przystanku „Przyjaźni 02” wsiadł do trolejbusu linii 155. Wyruszył w kierunku centrum miasta i po chwili utknął w gigantycznym korku. Zadzwonił do nas pół godziny później. – Jadę już pół godziny, a jestem dopiero na wysokości ulicy Składowej (boczna Łęczyńskiej – przyp. aut.). W pół godziny przejechałem półtora „przystanku”. To jest nie do pomyślenia – relacjonował. Co mogło być przyczyną korków? – Dzwoniłem do MPK i powiedzieli, że prawdopodobnie przyczyną są prace przy modernizacji przystanku na ulicy Wolskiej. Jak można w środku dnia prowadzić tego typu roboty? To nie do pomyślenia, aby w taki sposób to zorganizować. To jest karygodne – oburza się pan Józef. Mężczyzna uważa, że takie prace powinno się wykonywać np. wieczorem.

Monika Fisz, podinspektor ds. marketingu i kontaktów z mediami w Zarządzie Transportu Miejskiego uważa, że przyczyna opóźnień mogła być inna. – Zweryfikowaliśmy czasy przejazdu trolejbusów linii nr 155 od przystanku „Przyjaźni” do przystanku „Park Bronowice” w obu kierunkach od godz. 14 do 15. Poza wspomnianym dniem kursowanie tej linii odbywało się z niewielkim, kilkuminutowym opóźnieniem. Na wczorajsze opóźnienie kursu, którym poruszał się pasażer mogły mieć wpływ inne zdarzenia drogowe m.in. dwa wypadki na al. Tysiąclecia i ul. Narutowicza, które utrudniły ruch drogowy w okolicy i miały miejsce w tych godzinach – odpiera zarzuty M. Fisz. Naszego Czytelnika nie przekonują argumenty ZTM-u. – Wszyscy mamy jakieś plany na określony dzień, które przez wydłużenie czasów przejazdu, mogą lec w gruzach – komentuje.

Grzegorz Rekiel