Poseł wieści tłuste lata

Sukces PZL ma zapewnić śmigłowiec AW101

W ciągu kilku najbliższych miesięcy poznamy oferty startujących w przetargu na śmigłowce dla polskiej armii. – PZL-Świdnik ma duże szanse w tym przetargu. Jestem pewien, że nasze maszyny spełnią wszystkie wymagania, jakie postawił przed nimi zamawiający – uważa świdnicki poseł Artur Soboń (PiS) i dodaje, że perspektyw na dobre kontrakty dla PZL jest więcej.


Przetarg na zakup śmigłowców został zapowiedziany przez szefa MON jeszcze w ubiegłym roku. Wiadomo było, że w pierwszej kolejności resort będzie chciał kupić maszyny dla sił specjalnych i śmigłowce morskie. Do tzw. dialogu technicznego i tym samym złożenia ofert zaproszono trzy firmy: PZL-Świdnik, PZL Mielec i francuski Airbus Helicopters. Obecnie najbardziej zawansowane jest postępowanie na dostarczenie 8 śmigłowców dla wojsk specjalnych. Dialog techniczny dobiegł końca, a we wrześniu ministerstwo poprosiło firmy o złożenie ofert. Termin mija z końcem grudnia.
– PZL Świdnik do tego przetargu wystawia śmigłowiec AW101 w wersji dla wojsk specjalnych. Ta maszyna spełni wszelkie warunki techniczne określone przez wojsko. I mówię to z pełną odpowiedzialnością. To będzie śmigłowiec, który wypełni wszystkie oczekiwania armii. Konkurencja może mieć z tym problem – mówi świdnicki poseł Artur Soboń.
W ubiegłym tygodniu trwały rozmowy dotyczące kolejnego przetargu, jaki niebawem ogłosi MON. Tym razem chodzi o śmigłowce morskie. W tym postępowaniu maszyna z PZL-Świdnik może okazać się faworytem.
– Świdnickie zakłady zaproponują śmigłowiec AW101 w wersji morskiej. Ta maszyna pozwala na realizację dwóch zadań jednocześnie: prowadzenia misji poszukiwawczych na morzu i zwalczania okrętów podwodnych. Oba postępowania: na śmigłowce dla specjalsów i śmigłowce morskie nie toczą się równocześnie, bo robi to ta sama ekipa w ramach Inspektoratu Uzbrojenia. Kiedy ogłoszono przetarg na śmigłowce dla wojsk specjalnych, rozpoczął się też dialog techniczny na śmigłowce morskie. Za kilka miesięcy ten przetarg również zostanie ogłoszony. W obu przypadkach jestem optymistą, choć zdaję sobie sprawę, że wolelibyśmy, aby to wszystko odbywało się szybciej. Niestety na to nie mamy wpływu, terminy zależą od możliwości producentów i pracy Inspektoratu – tłumaczy parlamentarzysta.
Poseł dodaje, że świdnickie zakłady mają szansę także na inne dobre i dochodowe kontrakty, bo po strategicznym przeglądzie obronnym okazało się, że polska armia potrzebuje również śmigłowców uderzeniowych.
– Takich maszyn w Świdniku nigdy nie produkowaliśmy i nie mamy takich kompetencji, aby to robić, ale właściciel świdnickich zakładów już tak – mówi A. Soboń. – Mógłby to zrobić dla polskiej armii we współpracy z Polską Grupą Zbrojeniową. Konkurowalibyśmy wówczas z Amerykanami: z Viperem Bella i Apachem. Który śmigłowiec będzie najlepszy, oceni wojsko, ale uważam, że najlepsza i najbardziej konkurencyjna będzie dla Polski oferta gospodarcza. Byłaby to oferta wręcz historyczna, jakiej polska zbrojeniówka jeszcze nie miała. A przy okazji – i o to zabiegam – Polska Grupa Zbrojeniowa mogłaby stać się po części właścicielem PZL-Świdnik, dzięki czemu zakład z powrotem stałby się przynajmniej w jakimś zakresie przedsiębiorstwem kontrolowanym przez państwo polskie, a to w przyszłości dałoby nam dodatkowe możliwości, jeśli chodzi o współpracę z MON.
A. Soboń uważa, że dobrą decyzją była rezygnacja z Caracali, bo ten zakup mógłby postawić pod znakiem zapytania przyszłość świdnickich zakładów. Tymczasem poseł widzi dla nich szansę na prosperity jeszcze w innym kontrakcie. Chodzi o modernizację sokołów dla wojska oraz sprzedaż produktów własnych straży granicznej i policji
– Swego czasu mówiłem, że będę zabiegał, żeby realizować polskie produkty dla armii i mam nadzieję, że będę mógł przekazać dobre wiadomości. Te kontrakty byłyby dużą szansą dla zakładu. Po pierwsze to możliwość na rozwój produktów krajowych; po drugie – perspektywa na pracę dla ludzi i zyski dla zakładu – komentuje Soboń. (w)

Komentarze