Powiesił się w wozie straży miejskiej

Użył własnej koszuli. Jednym rękawem obwiązał sobie szyję, drugi przyczepił do kraty radiowozu. Czy strażnicy miejscy nie zauważyli, że na tylnym siedzeniu, tuż obok nich, młody mężczyzna targnął się na własne życie?

Swój początek ta dramatyczna historia ma w niewielkiej miejscowości w gminie Fajsławice (powiat krasnostawski). To tam razem z rodzicami mieszkał Sławomir P. Policja nie zdradza, co działo się w tej rodzinie. Wiadomo jednak, że w środę 16 sierpnia doszło do awantury, po której 25-latek wyszedł z domu i już do niego nie wrócił.
– Następnego dnia, 17 sierpnia, rodzina zgłosiła nam zaginięcie mężczyzny – mówi podkom. Piotr Wasilewski, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Krasnymstawie.
Tego samego dnia, w którym krasnostawska policja rozpoczęła akcję poszukiwawczą, kilkaset kilometrów dalej, w Warszawie, doszło do tragedii.

Szyję obwiązał rękawem koszuli

Tak wyglądał przebieg zdarzenia według wstępnych ustaleń prokuratury. Przed godz. 13 warszawska straż miejska dostała wezwanie do młodego mężczyzny, który pił alkohol na plaży przy moście Poniatowskiego. Strażnicy, którzy przyjechali na miejsce, stwierdzili, że był w takim stanie, że nie można było go zostawić na plaży. Zdecydowali, że musi zostać przewieziony do izby wytrzeźwień. Posadzili go z tyłu radiowozu, w części pojazdu, która jest zakratowana. I odjechali w kierunku ul. Kolskiej.
Po dwudziestu minutach byli pod siedzibą izby. Jeden ze strażników wysiadł i ruszył w stronę tylnych drzwi furgonetki. Gdy je otworzył, zobaczył, że zatrzymany siedzi w nienaturalnej pozie na podłodze samochodu. Szyję miał obwiązaną rękawem koszuli. Drugi rękaw przywiązany był do kraty. Jeszcze żył. Strażnicy natychmiast rozpoczęli reanimację. Na miejsce wezwano karetkę pogotowia, która przewiozła go do Szpitala Wolskiego. Tam, po 10 godzinach od przyjęcia, Sławomir P. zmarł. Lekarze stwierdzili zgon piętnaście minut po północy.

Nic nie widzieli? Nic nie słyszeli?

Czy strażnicy miejscy nie zauważyli, że tuż obok nich, na tylnym siedzeniu radiowozu, Sławomir P. targnął się na własne życie? To pytanie zapewne padło podczas ich przesłuchania. Prokuratura nie ujawnia jednak szczegółów zeznać.
– Obecnie jesteśmy na etapie gromadzenia materiału dowodowego – mówi prokurator Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Oprócz strażników w sprawie przesłuchiwani są także świadkowie i rodzina zmarłego. W minionym tygodniu odbyła się sekcja zwłok. Stwierdzono, że śmierć nastąpiła na skutek niewydolności krążeniowo-oddechowej. Na ciele denata ujawniono charakterystyczną bruzdę wisielczą.
W tej sprawie kluczowy byłby zapis z monitoringu radiowozu. Niestety, akurat w tym samochodzie, którym 17 września funkcjonariusze przewozili Sławomira P., nie było kamery. Do sprawy wrócimy. (mg)