Pracownik kolei rzucił się pod pociąg

„Cokolwiek by nie mówili, to i tak nieprawda” – napisał na kartce, po czym wyszedł z domu. Zaniepokojona żona wybiegła za nim, ale ją odesłał. Poszedł na tory i rzucił się pod pociąg. Słychać było tylko olbrzymi huk i desperackie próby hamowania maszynisty.

Jak powiedziała po wszystkim śledczym żona mężczyzny, od pewnego czasu był on smutny, zdołowany. Miał problemy w pracy, ale nie chciał dokładnie powiedzieć, o co chodziło. Zostawił jedynie pożegnalną kartkę, na której napisał: „cokolwiek by nie mówili, to i tak nieprawda”.

Tego feralnego dnia, w niedzielę (16 grudnia) wyszedł z domu po godz. 20. Żona wybiegła za nim, dopytując, dokąd idzie o tej porze, ale odesłał ją z powrotem, by za nim nie łaziła… Wróciła do domu, a niebawem usłyszała dźwięk nadjeżdżającego pociągu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo ich dom stoi niedaleko torów, ale tym razem odgłos był niepokojący, jakby pociąg gwałtownie hamował. Po chwili nastąpił olbrzymi huk.

O godz. 20:49 Komenda Miejska Policji w Chełmie otrzymała zgłoszenie o 60-letnim mężczyźnie uderzonym przez pociąg relacji Chełm – Lublin. Do tragedii doszło pomiędzy stacjami Wólka Kańska i Kanie Stacja. Zaraz po mundurowych na miejsce dotarł prokurator z jednostki w Krasnymstawie, której podlega teren gminy Rejowiec Fabryczny.

Maszynista zeznał, że zauważył mężczyznę stojącego około 100 m od torów, za rowem. W pewnej chwili, gdy pociąg zbliżał się w jego stronę, mężczyzna zaczął biec w kierunku torów, prosto pod koła pojazdu. Pociąg był już mniej więcej 30 metrów od niego. Maszynista desperacko próbował hamować, ale nie było szans na uniknięcie zderzenia.

Lokomotywa przejechała około 300 m, zanim całkowicie się zatrzymała. W zderzeniu z pociągiem ciało uderzonego 60-latka rozpadło się na kawałki. Śledczy z ekipą prowadzącą na miejscu czynności jeszcze długo szukali jego fragmentów, bo padający coraz bardziej śnieg momentalnie wszystko przykrywał.

Zwłoki zabezpieczono i przekazano do zakładu medycyny sądowej celem wykonania sekcji. Tymczasem przyczyny targnięcia się na życie w tak drastyczny sposób próbują teraz wyjaśnić policjanci pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Krasnymstawie. Nagranie z kamery monitoringu zostało już zabezpieczone.

Śledczy kompletują też materiały – będą analizować, czy aby nikt pośrednio nie przyczynił się do samobójstwa na torach 60-letniego pracownika kolei. Problemy w pracy i ewentualne negatywne zachowania osób zatrudnionych w PKP są na razie wiodącym tropem. (pc)