Prezent na urodziny trenera

START KRASNYSTAW – UNIA REJOWIEC 1:0 (0:0)


1:0 – Frącek (87).

START: Skrzypa – Florek, Saj, Lenard, Kabasa, Wójtowicz (60 Kowalczyk), Dworucha, Chariasz – Sawa (88 Patyk), Niedrowski (75 Frącek), Szponar (89 Kondraciuk). Trener – Marek Kwiecień.

UNIA: Pastuszak – Rossa, Czajka, Brzezicki, Szczepanik, Górny, Kwiatosz, Karauda, P. Gomułka, Sąsiadek (75 Grel), Jersak (65 Niezbecki). Trener – Tomasz Sąsiadek.

Unii Rejowiec zabrakło trzech minut do osiągnięcia celu. – Przyjechaliśmy osłabieni bez Pawła Paśnika, Adriana Czerwińskiego, Mateusza Bohuniuka i Piotra Kalmana. Nie mieliśmy z przodu jakości. Mieliśmy jak najdłużej utrzymywać bezbramkowy remis i szukać szczęścia w szybkich kontratakach. Nie ukrywam, że pojechaliśmy do Krasnegostawu po punkt. Trzeba pamiętać, że moja drużyna ostatnio grała co trzy dni, Start natomiast dwa tygodnie odpoczywał. Wiedzieliśmy o tym, że ma więcej sił i na pewno będzie chciał od samego początku przejść do zdecydowanego ataku. Nie mogliśmy iść na wymianę ciosów, bo dla nas by się to na pewno źle skończyło – mówił po meczu Tomasz Sąsiadek, trener Unii.

Goście swój plan realizowali do 87 min. Wtedy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w zamieszaniu podbramkowym najwięcej zimnej krwi zachował Jakub Frącek i strzałem z 4 metrów wpakował piłkę do siatki. – Odetchnęliśmy z ulgą, bo przez cały mecz przeważaliśmy. Stworzyliśmy sobie kilka bardzo dobrych okazji, ale piłka nie chciała wpaść do bramki. Do końca wierzyliśmy jednak, ze strzelimy zwycięskiego gola – mówił z kolei Marek Kwiecień, trener Startu.

Szkoleniowiec gospodarzy w sobotę obchodził urodziny i zawodnikom bardzo zależało, by zrobić prezent trenerowi w postaci wygranej. Marek Kwiecień popisał się niemałym wyczuciem, wpuszczając na boisko Frącka, który strzelił upragnionego gola. – Przegraliśmy, ale wyjechaliśmy z Krasnegostawu z podniesionymi głowami. Walczyliśmy do samego końca, zostawiając na boisku mnóstwo zdrowia. Faktem jest, że nie stworzyliśmy sobie sytuacji do zdobycia bramki.

Dwie nasze kontry były groźne, ale przed polem karnym zabrakło dokładnego podania, otwierającego drogę do bramki. Jeszcze w 90 min. mieliśmy rzut wolny za faul na Niezbeckim, lecz Rossa posłał piłkę nad poprzeczką – opowiada Tomasz Sąsiadek. Trener Marek Kwiecień przyznał, że sobotni mecz z Unią był niecodzienny.

– Rywal rzeczywiście przyjechał do nas bronić się i nie dość, że ani razu nie zagroził naszej bramce, to chyba też nie był w ogóle w naszym polu karnym. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. W dodatku przeciwnik grał dość ostro, kilku moich zawodników zostało poturbowanych, nie wiem, czy wykurują się na środowy mecz ze Startem Pawłów – dodaje szkoleniowiec krasnostawskich piłkarzy. (r)