Prezes się zagotował

Radna Małgorzata Sokół działa na Zbigniewa Grzesiaka, prezesa Chełmskich Linii Autobusowych, jak płachta na byka. Zwłaszcza, gdy mówi o złej sytuacji finansowej miejskiej spółki.

Na ostatniej sesji rady miasta znów doszło do słownego starcia między radną Małgorzatą Sokół, a prezesem Chełmskich Linii Autobusowych, Zbigniewem Grzesiakiem. Radna poprosiła najpierw o elektroniczną wersję powstałego w marcu 2017 roku planu naprawczego Miejskiego Przedsiębiorstwa Robót Drogowych. Pewnie do sprzeczki nie doszłoby, gdyby nie zapytała również o program naprawczy CLA.
– Czy CLA ma taki program? Bo jeśli nie ma, to trzeba go pisać! – stwierdziła M. Sokół.
Te dwa krótkie zdanie rozsierdziły prezesa Grzesiaka. – Cieszę się, że interesuje się pani losami Chełmskich Linii Autobusowych – stwierdził. – Jakby pani chciała zobaczyć, taki program jest realizowany od ponad 10 lat. Dla pani to jednak nieistotne. Pani muszą zgadzać się liczby w kolumnach, żeby straty nie było.
Zbigniew Grzesiak w skrócie przypomniał radnej wszystkie swoje działania. – Gdy objąłem funkcję prezesa, a mieszkańcy zmienili włodarza, całe Chełmskie Linie Autobusowe wymagały programu naprawczego – mówił prezes. – Były byle jakie autobusy marki „Jelcz”, nawet biurowiec nie należał do spółki. Wszystkie wprowadzone zmiany, a stała za nimi i je akceptowała prezydent miasta, nie przynoszą nam powodów do wstydu. Wymieniliśmy 31 autobusów. Oczywiście nie kupowaliśmy nowych, bo żadne miasto nie byłoby w stanie naraz wszystkich wymienić. Jeden kosztuje ponad 1,2 mln zł. Poszerzyliśmy stację obsługi pojazdów, by autobus mógł wjechać na kanał. Działań było tak wiele, że wymienienie wszystkich zajęłoby mnóstwo czasu. Nie chcę się nimi też chwalić. Spółka wymagała jednak podjęcia gruntownej interwencji. Ponieważ nie było pieniędzy, autobusy musieliśmy dzierżawić i płacić rocznie czasami 500 tys. zł, czasami nawet około 1 mln zł.
Prezes Grzesiak zaprosił radną Sokół do CLA. – Proszę przyjść i zobaczyć, jak działa spółka. Poprzednia rada nadzorcza, której przewodniczącym przez ponad rok był pani mąż, nie kiwnęła palcem! – stwierdził.
– To była dawno i proszę bez prywatnych wycieczek! – odpowiedziała wzburzona M. Sokół.
– Mówię o przewodniczącym rady nadzorczej CLA, a nie o kimś, kogo pani może doskonale znać – stwierdził Grzesiak. – W każdym bądź razie bez tych interwencji najprawdopodobniej, należałoby zgłosić wniosek o upadłość spółki. A tak właśnie zachował się mój poprzednik, który ze względu na zajęcia komornicze oraz liczne zobowiązania złożył do prezydenta (był nim wtedy Krzysztof Grabczuk – przyp. red.) wniosek o upadłość CLA – dodał prezes Grzesiak. (s)

UDOSTĘPNIJ