Problematyczne buty, gruz i kartony

Jest lepiej niż było, ale do ideału nam daleko. Samodyscyplina i edukacja ekologiczna kuleją, szczególnie wśród mieszkańców blokowisk. Ci z domków jednorodzinnych kłopot mają głównie z butami i znoszonymi ubraniami.

Za moment minie rok, odkąd wprowadzony został obowiązek segregacji w systemie frakcyjnym. Czy w ciągu tych niecałych 12 miesięcy chełmianie nauczyli się poprawnie dzielić własne śmieci? W opinii pracowników miejskiej spółki nie jest źle.

– Większość mieszkańców poważnie potraktowała wprowadzony od stycznia obowiązek – podkreśla Katarzyna Langiewicz z działu organizacji i kadr MPGK w Chełmie.

Choć w pierwszym półroczu było sporo wątpliwości, to widać, że od pewnego czasu świadomość chełmian w kwestii segregacji znacznie wzrosła. Głównie jednak mowa tu o mieszkańcach zabudowy jednorodzinnej. Nic dziwnego, skoro w ich przypadku znacznie łatwiej jest pracownikom MPGK sprawdzić jakość segregacji i nałożyć ewentualną karę na konkretnego człowieka.

Po kilkunastu miesiącach widać natomiast, że piętą Achillesa mieszkańców domostw są niezmiennie stara odzież i obuwie, które wcześniej trafiały do frakcji metali i tworzyw sztucznych, a obecnie należy je umieścić w pojemniku na odpady zmieszane. Część mieszkańców nadal błędnie kwalifikuje też opakowania po sokach, napojach czy mleku i wrzuca je – choć nie powinna – do makulatury. Pozytywna wiadomość jest za to taka, że coraz więcej liści z przydomowych ogrodów, które przez wiele poprzednich lat były palone, trafia teraz do Zakładu Przetwarzania Odpadów Komunalnych w Srebrzyszczu.

O ile ci z domków jednorodzinnych starają się (względnie) żyć w zgodzie z ekologią, bo boją kar, to ci z blokowisk już niekoniecznie. Prawda jest taka, że mieszkańcy zabudowy wielorodzinnej niezbyt sumiennie przykładają się do segregacji, bo wiedzą, że MPGK nikogo z nich za rękę nie złapie i nie wlepi kary. I tak w pojemniku na odpady zmieszane notorycznie lądują: gruz nazbierany po remoncie, zużyte sprzęty AGD i RTV, a nawet stare wersalki czy fotele.

Poza tym, jak wskazują pracownicy miejskiej spółki, cwani chełmianie wykorzystują fakt, że zlokalizowane na terenie spółdzielni mieszkaniowych pojemniki na odpady bio mają duże otwory zasypowe. – W niewielkim stopniu zapełnione kontenery stanowią idealny obszar buforowy dla osób chcących pozbyć się większej ilości odpadów pochodzących z remontów. Wpływa to negatywnie na jakość materiału przywożonego do zakładu i jest podstawą do raportowania o stwierdzonych nieprawidłowościach do Urzędu Miasta Chełm, jako właściwego organu do prowadzenia postępowania i naliczenia opłaty podwyższonej – dodaje K. Langiewicz.

Odebrane odpady trafiają na linię technologiczną ZPOK w Srebrzyszczu. W głowie się nie mieści, czego to pracownicy zakładu nie znaleźli wśród śmieci przez te wszystkie lata (mimo że co roku rośnie udział procentowy odpadów segregowanych w całkowitej masie odpadów dostarczanych od mieszkańców regionu). – Zdarza się, że w masie odpadów trafiających na linię znajdują się elementy karoserii samochodów, koła samochodowe wraz z felgami czy zużyty drobny sprzęt elektroniczny.

W ostatnich trzech miesiącach na linię sortowniczą trafiły m.in. worki skażone Covid-19, medyczny materiał posiewowy oraz spora ilość starej pordzewiałej amunicji. Zdarzenia te świadczą niewątpliwie, iż pomimo rosnącej świadomości mieszkańców w kierunku segregacji i dbania o środowisko naturalne, wiele osób wciąż w sposób świadomy stwarza zagrożenie dla życia i zdrowia pracujących przy odpadach ludzi – mówi Langiewicz. (pc)