Proboszcz oskarżony o znęcanie

Jeden ksiądz po latach porzucił swojego przyjaciela, jak zużytą zabawkę. Drugi duchowny, który wziął psa pod opiekę, niemal doprowadził do jego śmierci z głodu i wycieńczenia. Bezduszny proboszcz został oskarżony i niebawem stanie przed sądem.

O tej bulwersującej sprawie pisaliśmy latem ubiegłego roku. (5 sierpnia) Kiedy ks. Marek J., proboszcz jednej z parafii w podlubelskiej wsi, odprawiał mszę świętą, przed drzwiami kościoła konał w agonii starszy pies. Wyglądał fatalnie. Miał przerzedzoną, skołtunioną i zalepioną od brudu sierść, w której grasowały pasożyty.

Ledwo oddychał. Traf chciał, że tego dnia przyjechała do rodziny młoda dziewczyna, wolontariuszka Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt Ex Lege, i akurat wybrała się z rodzicami do miejscowej parafii na niedzielną mszę. O tym, co widziała, opowiedziała pozostałym członkom fundacji. Gdy ci przyjechali do wsi, okazało się, że psa Atosa znają tam wszyscy.

Psiak od szczenięcia należał do poprzedniego proboszcza. Jednak ten odszedł na emeryturę i przeniósł się do w parafii pw. Przenajświętszej Trójcy w Chełmie, gdzie jako rezydent osiadł na jesień życia. Choć byli razem tyle lat, psa nie zabrał ze sobą, a zostawił pod opieką nowego proboszcza, ks. Marka J. Tyle że nowy proboszcz, choć rzekomo obiecał zająć się zwierzęciem, absolutnie się do tego nie poczuwał.

Duchowny, który z ambony przemawiał o miłosierdziu, nie dał psu schronienia, jedzenia czy picia. Jedynie dzieciaki z pobliskiej szkoły od czasu do czasu coś przynosiły lub dostawał „zlewki” czy resztki ze stołówki.

– Nie mogłem zabrać ze sobą psa. O opiekę nad nim poprosiłem nowego proboszcza. I się zgodził. Pamiętam dokładnie, jak mówił, że to już drugi taki „spadek” w jego życiu. W poprzedniej parafii też miał mu ktoś powierzyć zwierzaka – zapewniał nas w sierpniu ubiegłego roku ksiądz-rezydent z chełmskiej parafii, który zrzekł się psa. Przekonywał też, że kilkukrotnie odwiedzał starą parafię, a pies za każdym razem był najedzony i zadbany.

Żaden z duchownych nie chciał wziąć odpowiedzialności za psa. Dzięki fundacji Atos niemal z automatu trafił do kliniki dla zwierząt w Lublinie (powstała też zbiórka na jego leczenie pod hasłem „Po piąte – nie zabijaj”). Nie wiadomo było, czy przeżyje. Na szczęście udało się go uratować, ale nadal dochodzi do siebie.

Członkowie fundacji nie odpuścili, a sprawą zainteresowali się śledczy z Prokuratury Rejonowej w Opolu Lubelskim. Kilka dni temu postępowanie prokuratorskie zakończyło się skierowaniem do tamtejszego sądu aktu oskarżenia przeciwko ks. Markowi J. Proboszcz będzie odpowiadał przed sądem za znęcanie się nad zwierzęciem. Coś tak bulwersującego w Polsce zdarza się niezwykle rzadko.

Jaki będzie wyrok? To się okaże. Duchownemu grozi grzywna, prace społeczne lub nawet do trzech lat pozbawienia wolności. Co teraz o tym wszystkim myśli wieloletni opiekun Atosa? Czy w dalszym ciągu jest przekonany, że pies chodził najedzony i zadbany? Czy pomodlił się za jego los?

(pc, fot. Fundacja Na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt EX LEGE)