Prokuratura wskazała winną tragedii

Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia w sprawie tragicznego wypadku, do którego doszło 1 maja 2024 roku w Orchówku. W wyniku wybuchu paliwa dolewanego do biokominka dotkliwie poparzonych zostało sześć osób. Wszystkie, na szczęście, przeżyły, ale najbardziej poszkodowane kobiety, cierpią do dziś, zmagając się z fizycznymi i psychicznymi śladami tego makabrycznego zdarzenia.

Do tego potwornego, nieszczęśliwego wypadku doszło pierwszego dnia ubiegłorocznego, długiego majowego weekendu. Grupa znajomych, w większości z powiatu chełmskiego, spotkała się w domku letniskowym w Orchówku na wieczornym grillu. Była godzina 20.30, kiedy jednak z kobiet chciała uzupełnić paliwo w stojącym na stole biokominku. Podczas dolewania łatwopalnej substancji doszło do jej wybuchu i rozbryzgu na siedzące wokół osoby. Ich ubrania i ciała natychmiast zajęły się ogniem. Jedną z płonących kobiet uratowało tylko to, że któryś z mężczyzn, który zachował przytomność umysłu, wrzucił ją do ogrodowego basenu. W sumie ucierpiało siedem osób w wieku 24-40 lat. Sześć z rozległymi poparzeniami, głównie twarzy, rąk, szyi i tułowia trafiło do szpitali we Włodawie, Chełmie, Łęcznej, Parczewie i Lublinie. Najpoważniej ranną, będącą w stanie zagrożenia życia, osobę do szpitala zabrał śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Siódma z uczestniczących w zdarzeniu osób doznała niegroźnych poparzeń ręki. Wszyscy, na szczęście przeżyli, ale najbardziej poparzone kobiety tygodniami przebywały w szpitalu zmagając się z olbrzymim bólem i cierpieniem. Ten towarzyszy im do dziś. Pozostały blizny nie tylko na ciele, ale i psychice. Muszą przechodzić kosztowne rehabilitacje, zabiegi, korzystać z psychoterapii. Do końca tego miesiąca możemy wesprzeć jedną z nich – Patrycję Judczyc, która prowadzi zbiórkę na stronie zrzutka.pl pt. „Pomóż mi odzyskać moje dawne życie. Leczenie po rozległym oparzeniu”.

Śledztwo w sprawie tragicznych wydarzeń w Orchówku prowadziła Chełmski Ośrodek Zamiejscowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Po przesłuchaniu osób, które ucierpiały w zdarzeniu, ratowników, którzy pojawili się na miejscu i zapoznaniu się z opinią biegłych, śledczy zdecydowali o skierowaniu aktu oskarżenia przeciwko jednej z uczestniczek tragicznego wieczoru – 25-letniej kobiecie (prokuratura nie podaje jej inicjałów). Według ustaleń śledztwa to jej zachowanie, zakwalifikowane jako sprowadzenie zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, doprowadziło do dramatycznego w skutkach wybuchu, w którym ucierpiało siedem osób.

– Podejrzana usłyszała zarzuty dotyczące tego, że działając nieumyślnie i nie stosując się do zasad bezpieczeństwa, to jest dolewając do rozpalonego bądź rozgrzanego biokominka paliwo, doprowadziła do rozprowadzenia łatwopalnej substancji we wszystkich kierunkach. W wyniku wybuchu rozległych obrażeń termicznych doznało kilka osób zgromadzonych wokół stołu. Za ten czyn grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności – mówi prokurator Jolanta Sołoducha, szefowa Chełmskiego Ośrodka Zamiejscowego Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Czy sąd podzieli zdanie prokuratury i uzna winę oskarżonej? Zanim zapadnie wyrok przeprowadzone zostaną specjalistyczne opinie biegłych z zakresu pożarnictwa i medycyny. To one mają jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, jak doszło do niekontrolowanego zapłonu i czy zachowanie oskarżonej było bezpośrednią przyczyną tragedii. (bm, fot. KP PSP we Włodawie i zrzutka.pl)