Przechorowali i nie wiedzą czy się szczepić

Chełmski szpital jest jednym z ponad 500 szpitali węzłowych w Polsce, który będzie szczepił personel medyczny przeciwko Covid-19. Ale zainteresowanie szczepionką wśród medyków w kraju jest dużo niższe, niż mogłoby się wydawać. Chełm na tym te wypada zdecydowanie dobrze. 30 proc. personelu już zadeklarowało, że chce przyjąć szczepionkę, kolejne 30 proc. które przechorowało, czeka na jasną odpowiedź – czy powinni się szczepić.

Pracownicy służby zdrowia, najbardziej narażeni na zakażenie korona wirusem, mają być poddani szczepieniu w pierwszej kolejności. Na tzw. fazę „zero” ministerstwo zdrowia zamówiło dla nich ponad milion szczepionek. I chociaż wraz z pandemią pojawiła się panika i wyczekiwanie na szczepionkę przeciwko Covid-19, to gdy widać ją na horyzoncie, pojawiają się wątpliwości. Medycy wcale nie ustawiają się w kolejce do zastrzyku. 16 grudnia miały być zamknięte listy pracowników szpitali, ale z powodu niewielkiego zainteresowania, a prawdopodobnie także zmianowej specyfiki pracy w lecznicach, termin wydłużono.

– Niestety, szczepionka nie cieszy się popularnością. Powinniśmy dać przykład Polakom, że warto się szczepić. Nawet jeśli przechorowaliśmy i jesteśmy tzw. ozdrowieńcami, to nie mamy pewności, że po raz drugi nie zachorujemy – przekonywał na portalu termedia.pl Waldemar Kraska, wiceminister zdrowia.

Przykład dał za to personel chełmskiego szpitala. Co prawda w pierwszym terminie zgłosiła się śladowa liczba zatrudnionych w lecznicy, ale do minionego piątku deklarację szczepienia złożyło 30 proc. personelu medycznego. To wielokrotnie więcej niż bierze udział w bezpłatnych akcjach szczepienia przeciwko grypie.

– Spora część medyków pracuje w różnych szpitalach i również tam mogła zgłosić się do szczepienia – mówi Kamila Ćwik, dyrektor chełmskiego szpitala.

Dla medyków faza „zero” była okazją do szczepień w pierwszej kolejności. Jeśli z niej nie skorzystają, obejmie ich – tak jak wszystkich Polaków – powszechne szczepienie.

Ale mniejsze zainteresowanie nie wynika, bynajmniej, z obaw przed szczepionką tylko z wielu niejasności związanych z samym szczepieniem.

– W naszym szpitalu Covid-19 przechorowało już prawie 60 lekarzy i 190 pielęgniarek (na około 1100 pracowników – przyp. red.). To duża grupa, która nie wie czy po przejściu choroby ma się zaszczepić, czy nie – mówi Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. lecznictwa. – Nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie czy przed szczepieniem pacjent powinien być poddany badaniu na przeciwciała, bo przecież może tak być, że przeszedł Covid-19 bezobjawowo albo właśnie choruje. Co wtedy? Podawać szczepionkę czy nie? Stąd wynikają wątpliwości. Bo co do samej szczepionki, co do tego, że powinniśmy się szczepić, ich nie mam. I pomijając idiotyczne teorie spiskowe o chipowaniu uważam, że warto ponieść ryzyko ewentualnych skutków ubocznych szczepienia, które do tej pory ograniczały się do kilkudniowego bólu głowy albo alergii skórnej, żeby uchronić się przed chorobą. Bo kto nie pracuje w szpitalu, ten nie ma pojęcia, jak ciężki przebieg ma Covid-19, że pacjenci umierają i jakie są przez to rodzinne tragedie. Sam oczywiście zamierzam się zaszczepić.

Szczepień nie obawiają się pracownicy innych, chełmskich pomiotów leczniczych, którzy przyjmą szczepionkę w szpitalu węzłowym. – W minionym tygodniu ponad 40 takich przychodni lekarzy rodzinnych, aptek, indywidualnych praktyk zgłosiło swoich pracowników do szczepień w naszym szpitalu – mówi K. Ćwik.

Ale czas na to miały jeszcze do 20 grudnia, więc można się spodziewać, że ich ostateczna liczba będzie jeszcze większa.

– Zgłosiłem siebie i pracowników swojej przychodni do szczepienia – mówi Andrzej Ziębakowski z NZOZ Rej-Med w Zawadówce, który – podobnie jak L. Litwin – uważa, że mniejsze jest ryzyko powikłań po szczepieniu niż jego zaniechania. – Im więcej osób nabędzie odporność, tym szybciej do normy wróci sytuacja w służbie zdrowia, w szpitalach, które zatkane są pacjentami covidowymi. (bf)