Przedszkolanka z wyrokiem

Aneta A., nauczycielka w Miejskim Przedszkolu Integracyjnym we Włodawie, została skazana na 14 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata za pomocnictwo w oszustwie i fałszowaniu dokumentów w celu uzyskania korzyści majątkowej. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny, więc przedszkolanka nadal opiekuje się małymi dziećmi. Dyrektor placówki o problemach z prawem swojej podwładnej dowiedziała się dopiero od nas…

Krzysztof S. z Włodawy jest doskonale znany niemal wszystkim lubelskim organom ścigania. Oszustwa, paserstwo, przestępstwa przeciwko mieniu to jego „specjalność zakładu”. Nazwisko Anety A., jego żony, która na co dzień jest szanowaną nauczycielką w jednym z miejskich przedszkoli, przewija się niemal przy każdym postępowaniu, które toczyło się, bądź toczy przeciwko Krzysztofowi S. Jego małżonka została na przykład spadkobierczynią domu, który został wyłudzony przed laty w okolicach Janowa Lubelskiego. Według naszych ustaleń do tej pory Anecie A. udawało się unikać odpowiedzialności. Ale nosił wilk razy kilka…
31 sierpnia 2017 roku Sąd Rejonowy we Włodawie skazał Krzysztofa S. na karę bezwzględnego pozbawienia wolności na okres 2 lat i 10 miesięcy, zaś jego żona Aneta A. usłyszała wyrok roku i 2 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Oboje małżonkowie muszą też zapłacić po 12990 zł na rzecz pokrzywdzonego oraz odpracować grzywnę odpowiednio po 200 i 150 stawek dziennych. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Prokuratura Okręgowa w Lublinie – Wydział Zamiejscowy w Chełmie, która prowadziła postępowanie w tej sprawie, z takiego orzeczenia jest zadowolona. Jej szef Mariusz Koszuk mówi, że nie będzie się odwoływał od tego wyroku. – W grudniu 2014 roku do Sądu Rejonowego we Włodawie skierowaliśmy akt oskarżenia przeciwko Krzysztofowi S. i Anecie A. – wyjaśnia prokurator. – Mężczyzna usłyszał zarzuty w kierunku art. 286 kk w powiązaniu z art. 270 kk, czyli oszustwa i fałszowania dokumentów w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Jego partnerce prokuratura przedstawiła te same zarzuty, a dodatkowo te w kierunku art. 18 p.3 kk, czyli pomocnictwa w popełnieniu przestępstwa – dodaje Koszuk.
Sprawa ta sięga kilku lat wstecz. Dwójka naszych bohaterów wpadła wtedy na pomysł, jak szybko zarobić. Otóż Krzysztof K., podając się za akwizytora ówczesnego OFE Polsat, zawierał umowy z niczego nieświadomymi osobami, zaś Aneta A. stawiała parafy i podpisy na tych dokumentach, pomagając w wyłudzeniu pieniędzy. Pokrzywdzonym był fundusz, bo pieniądze z tych umów nie trafiły na jego konto, a wprost do kieszeni Krzysztofa S.
Co ciekawe, był to rekordowy proces, jeśli chodzi o liczbę przesłuchanych osób, jaki kiedykolwiek toczył się we Włodawie, bo przed wokandę wezwano wszystkich, których dane znalazły się na spreparowanych przez tę dwójkę dokumentach. – Były to osoby praktycznie z całego województwa, choć większość zamieszkuje północną jego część. W toku śledztwa nie udało się ustalić, skąd oskarżeni mieli dostęp do ich danych osobowych. Było ich jednak bardzo dużo – sam zarzut popełnienia przestępstwa liczył aż 17 stron – wyjaśnia Koszuk.
– Nie miałam zielonego pojęcia, że ta pani stanęła przed sądem – mówi Jolanta Karpiuk, dyrektor Miejskiego Przedszkola Integracyjnego we Włodawie, gdzie pracuje Aneta A. – Każdy nauczyciel musi złożyć zaświadczenie o niekaralności i jestem pewna, że ta pani je przedłożyła. Jest to lubiana i szanowana nauczycielka, nigdy nie było z nią problemów. Oczywiście jeśli wyrok się uprawomocni, podejmę stosowne kroki, bo nauczyciel skazany przez sąd nie może pracować w szkole – wyjaśnia Karpiuk. Takie zaświadczenie składane jest tylko raz – na początku pracy. Potem nie jest wymagane. Jednak pomijając ten fakt, zatrudnienie w przedszkolu nauczycielki, która jest związana z najbardziej znanym włodawskim oszustem, recydywistą, który odsiedział niejeden wyrok, jest wątpliwe moralnie. Nauczyciel powinien być nieskazitelnym przykładem i wzorem dla maluchów, a już na pewno jego nazwisko nie powinno przewijać się w co drugim postępowaniu prowadzonym przeciwko jej mężowi. A jeżeli już koniecznie taka pani musi pracować, o jej powiązaniach i „działalności” pozalekcyjnej powinni wiedzieć zarówno jej mocodawcy, jak i rodzice dzieci, które codziennie przebywają pod jej opieką. (bm)