Przegrali za wysoko

KSZO 1929 OSTROWIEC ŚWIĘTOKRZYSKI – ChKS CHEŁMIANKA 5:1 (2:1)


1:0 – Czernij (6 karny), 2:0 – Brągiel (8), 2:1 – Czułowski (26), 3:1 – Czernij (86), 4:1 – Camargo (89), 5:1 – Sylwestrzak (90+2).

ChKS: Grzywaczewski – Bobrow, Budzyński, Piekarski, Wiatrak, Szwed (78 Panas), Stępień (46 Szczodry), Czułowski, Bonin, Myśliwiecki (83 Chwedoruk), Knap.

Nie takiego zakończenia rundy jesiennej w wykonaniu Chełmianki spodziewali się chełmscy kibice, ale również zawodnicy czy sztab szkoleniowy. Podopieczni Tomasza Złomańczuka doznali wysokiej porażki w Ostrowcu Świętokrzyskim i patrząc na sam wynik można odnieść wrażenie, że gospodarze wręcz zdeklasowali chełmski zespół. Na boisku jednak tak nie było i z przebiegu gry Chełmianka, przy lepszej skuteczności, mogła pokusić się nawet o jeden punkt. Trzy ostatnie gole padły dopiero w samej końcówce.

Do Ostrowca Świętokrzyskiego zespół z Chełma pojechał bez pauzującego za żółte kartki Jakuba Bednary oraz chorego Krystiana Wójcika. Brak tej dwójki środkowych pomocników był aż nadto widoczny. – Gdyby obaj mogli zagrać, jestem przekonany, że mecz z KSZO mogliśmy nawet rozstrzygnąć na swoją korzyść – stwierdził po ostatnim gwizdku sędziego kierownik drużyny Chełmianki, Krzysztof Zieliński, który swoją funkcję w klubie sprawuje od blisko 20 lat i niejeden mecz o podobnym przebiegu już widział.

O ostatecznym wyniku spotkania zadecydowała jednak nie jego końcówka, a początek. – Przede wszystkim bardzo źle weszliśmy w ten mecz – mówił trener Złomańczuk. – W 6 i 8 min. straciliśmy dwa gole, choć w obu przypadkach sytuacje były mocno kontrowersyjne.

Najpierw sędzia podyktował dla KSZO problematyczny rzut karny. Zawodnik gospodarzy kopnął piłkę w stojącego 2 metry od niego Michała Budzyńskiego. Futbolówka odbiła mu się od pleców, następnie od ręki i arbiter ku zdziwieniu chełmskich graczy wskazał na wapno. Czy podjął prawidłową decyzję? Zgodnie z przepisami, gdyby piłka od razu uderzyła Budzyńskiego w rękę, a ta byłaby ułożona w sposób nienaturalny, do karnego nikt nie miałby pretensji. A tak pozostał niesmak…

Jedenastkę na gola zamienił najlepszy strzelec ligi Konstantyn Czernij. Dwie minuty później znów w roli głównej wystąpił sędzia. Nie zauważył faulu na jednym z zawodników Chełmianki, poszła szybka akcja, Mateusz Szwed nie zdążył w defensywie do piłki i Dariusz Brągiel tylko przyłożył nogę, kierując futbolówkę z kilku metrów niemalże do pustej bramki.

– Do w zasadzie 26 min., kiedy to po strzale Patryka Czułowskiego zdobyliśmy kontaktową bramkę, można powiedzieć, nie było nas na boisku – stwierdził po meczu trener Złomańczuk. – Od zdobycia gola przejęliśmy kontrolę nad grą, spychając gospodarzy do głębokiej defensywy. Ta przewaga uwidoczniła się jeszcze bardziej w drugiej połowie. Nie pamiętam, aby KSZO do 75 min. zagościło na dłużej w naszym polu karnym.

Chełmianka bardzo dobrze rozpoczęła drugą część meczu. Nie kombinowała, a od razu przeszła do zmasowanych ataków. – Już w 3 min. po zmianie stron mogliśmy doprowadzić do remisu. Gospodarzy od utraty gola uratowała poprzeczka. Ta sytuacja jeszcze bardziej napędziła mój zespół. Atakowaliśmy, wierząc, że nie tylko doprowadzimy do remisu, ale też strzelimy zwycięską bramkę. Mieliśmy świetne ku temu okazje. Czułowski i Szwed byli w sytuacjach sam na sam z bramkarzem. W obu przypadkach zwlekali jednak z oddaniem strzału i wracający przeciwnik zdołał jeszcze zażegnać niebezpieczeństwo – relacjonuje trener Złomańczuk.

Czas uciekał, KSZO ofiarnie broniło się, a Chełmianka, podobnie jak w wielu wcześniejszych meczach, raziła brakiem skuteczności. Znów w kilku sytuacjach źle pod bramką rywala zachował się Paweł Myśliwiecki, który też mógł wpisać się na listę strzelców. Przyszła 86 minuta. Gospodarzom w końcu udało się rozegrać pierwszy w drugiej połowie szybki kontratak. Piłkę dostał Czernij i z łatwością pokonał Jakuba Grzywaczewskiego. – Po stracie trzeciej bramki z moich zawodników kompletnie uszło powietrze.

Stanęliśmy, straciliśmy wiarę w korzystny wynik, co wykorzystał przeciwnik, który w krótkim odstępie czasu zdołał nam wbić jeszcze dwa gole, po stałych fragmentach gry. Wynik 1:5 mocno zamazuje obraz tego spotkania. Jesteśmy bardzo niezadowoleni, bo w tym meczu nie zasłużyliśmy na taką porażkę. Zresztą gospodarze w wypowiedziach po ostatnim gwizdku podkreślali, że końcowy rezultat jest niesprawiedliwy, biorąc pod uwagę to, co działo się na boisku. Wygrał zespół, który okazał się skuteczniejszy pod bramką rywala – dodaje szkoleniowiec Chełmianki.

Od kiedy trener Złomańczuk prowadzi zespół z Chełma, czyli od 19 sierpnia 2020 r., Chełmianka tylko raz przegrała tak wysoko, również 1:5 z Avią w Świdniku przed dwoma laty. (s)