Przepychanki o pijanych

Kto ma przewozić nietrzeźwych? Policjanci radiowozem na „dołek” czy pogotowie karetką na SOR? Przepychanki między policjantami a ratownikami nie mają końca. Jedni nie chcą brać odpowiedzialności za życie pijanego. Drudzy pytają wprost: „W Chełmie są trzy zespoły ratownictwa. Kto pomoże poszkodowanemu w wypadku, jeśli wszystkie karetki będą wozić po całym mieście napitych?”.

Wrota chełmskiej „wytrzeźwiałki” otwierają się na „petentów” od godz. 16. Nietrzeźwi, zgarnięci z ulicy przed tą godziną, trafiają zazwyczaj na „dołek” do chełmskiej komendy (po uprzednim zbadaniu stanu zdrowia). O to właśnie mają żal policjanci do ratowników i szpitala. – Nie chcemy brać odpowiedzialności za życie takiej osoby – mówią oburzeni funkcjonariusze. – Przyjedzie, a po chwili w celi „coś” mu się dzieje, traci przytomność i mamy problem.
Rzecznik chełmskiej komendy, podkom. Ewa Czyż, przyznaje, że zdarzają się sytuacje, gdy delikwent po pewnym czasie w celi dostaje np. ataku padaczki – wtedy policjanci wzywają zespół ratownictwa medycznego. Pogotowie udziela mu pomocy na miejscu lub zabiera go do szpitala.

Wybierają mniejsze zło

Policjanci i ratownicy przyznają zgodnie, że w kwestii transportu pijanych nie mogą dojść do porozumienia. Mundurowi woleliby, żeby większość nietrzeźwych była zabierana od razu karetką do szpitala, a nie do nich, bo „nigdy nie wiadomo, co za chwilę może się stać”.
– W pierwszej kolejności badany jest stan takiej osoby, sprawdzane są jej parametry życiowe. Gdy jest nieprzytomna, trafia na SOR. Jeśli jednak, zdaniem kierownika zespołu, nietrzeźwy nie kwalifikuje się do szpitala, bo jego stan w danym momencie jest stabilny, jest z nim kontakt, to rola ratowników jest skończona. Taka osoba nie jest dłużej pacjentem. Owszem, policjanci woleliby, żeby ratownicy wystawili im zaświadczenie o tym, że dana osoba może zostać przetransportowana radiowozem, ale nie prowadzimy takiej praktyki. Nie jesteśmy w stanie określić, co może stać się z taką osobą choćby po kwadransie, bo tyle mniej więcej zajmuje transport do komendy. Przede wszystkim nie jesteśmy też w stanie transportować każdego pijanego – wyjaśnia Anetta Szepel, pielęgniarka koordynująca ze Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie.
W Chełmie są jedynie trzy zespoły ratownictwa obsługujące cały rejon (w tym jeden z lekarzem), a w powiecie kolejne trzy (w Siedliszczu, Dorohusku i Woli Uhruskiej). We Włodawie dwie i jedna dojeżdżająca z Urszulina. To samo jest w Krasnymstawie (dwie i jedna z Żółkiewki). Łącznie stacja ma do dyspozycji dwanaście karetek. Wyobraźmy sobie sytuację, że na obrzeżach miasta dochodzi do wypadku, w którym uczestniczą dwa samochody (co jest nagminne na drogach powiatu chełmskiego). Poszkodowani są dwaj kierowcy, co oznacza, że dyspozytor powinien wysłać na miejsce dwa zespoły ratownictwa. Wysyła zespół np. z Dorohuska, co znacznie wydłuża czas dotarcia pomocy do ofiar. Dlaczego? Bo zespoły z Chełma zajęte są w tym czasie „opieką” i transportem pijanego ściągniętego z ulicy. Tylko po to, żeby policjanci mieli spokój na „dołku”… A przecież każdy przyjęty do służby funkcjonariusz ma za sobą szkolenie z udzielania pierwszej pomocy. W trakcie służby są też wysyłani na kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy. (pc)