Przestroga przed brunatną falą

Oprawa wojskowa, poczty sztandarowe, wojewoda lubelski Przemysław Czarnek osobiście – Kresowianie nie przywykli, by ich (z reguły bardzo skromnym) obchodom rocznicy Rzezi Wołyńskiej nadawano taką oprawę.


99 polskich wsi – tyle spalono jednej tylko nocy, z 11 na 12 lipca 1943 roku, kiedy to rozpoczęły się wydarzenia nazwane już przez współczesnych Rzezią Wołyńską. Łącznie w wyniku napadów i ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów spod znaku Stepana Bandery – zginęło ok. 60 tys. polskich mieszkańców Wołynia. A w wyniku kontynuowania czystek etnicznych także w następnych miesiącach – łącznie prawie 200 tys. Polaków, ale także miejscowych Ormian, Żydów, Czechów i samych Ukraińców nie popierających zbrodniczej ideologii nazistowskiej. Co roku lubelscy Kresowianie, potomkowie cudownie ocalonych, spotykają się, by wspomnieć swoich bliskich, upomnieć się o pamięć o nich oraz ostrzec, przed znowu wzbierającą za Bugiem brunatną falą.
– Nie wolno nam zapomnieć o grozie, jakiej doświadczyli Polacy 74 lat temu na Wołyniu, kiedy płonęły zabudowania w około 100 miejscowościach. Niemowlęta i dzieci nabijano na widły, rozbijano ich głowy o ściany, wrzucano do płonących zabudowań, kiedy kobiety i starcy ginęli od uderzeń siekiery, gdzie ze wszystkich stron dochodziły głosy konających wołających o śmierć. Księża i wierni ginęli w kościołach, w czasie sprawowania mszy świętej. Tak wyglądał dzień 11 lipca 1943 na Wołyniu – mówił w przejmującym wystąpieniu na Skwerze Ofiar Wołynia, w obecności świadków tamtych strasznych wydarzeń Zdzisław Koguciuk, lider lubelskiego środowiska kresowego. W miejscu, w którym staraniem społecznym stanąć ma pomnik ofiar zbrodni – złożono kwiaty i zapalono znicze. Zbiórka na wzniesienie monumentu wciąż prowadzona jest za pomocą subkonta utworzonego przez Fundację Niepodległości. TAK