Przez pudełko do pudła?

Policjanci potraktowali Piotra S. jak groźnego przestępcę

Świdniczanin Piotr S., który w grudniu ubiegłego roku swoje aparaty do fotografii otworkowej powiesił na ogrodzeniu jednej z posesji przy drodze ekspresowej S17 przy wjeździe na węzeł Felin, usłyszał zarzut wywołania fałszywego alarmu i teoretycznie grozi mu nawet do 8 lat więzienia. Amatorzy fotografii otworkowej w całym kraju nie kryją zdziwienia, jak pudełko aparatu można wziąć za bombę i oburzenia, że z fotografika robi się przestępcę.


18 grudnia ub.r. w południe na drodze ekspresowej S17 na wysokości węzła Felin został wstrzymany ruch. Przy drodze zaroiło się od policyjnych radiowozów. Po jakimś czasie na miejscu pojawili się też antyterroryści z robotem i sprzętem do rozbrajania ładunków wybuchowych, wozy straży pożarnej i karetki pogotowia. Na ekspresówce powstał gigantyczny korek.

Okazało się, że sprawcą całego zamieszania było kilka cylindrycznych pakunków przymocowanych taśmami co kilkadziesiąt metrów do ogrodzenia jednego z magazynów, stojącego przy drodze serwisowej biegnącej wzdłuż ekspresówki. Podejrzane pakunki, z których miały wystawać jakieś przewody i diody, zauważył przejeżdżający policyjny patrol. Funkcjonariusze, podejrzewając, że mogą to być bomby, wszczęli alarm. Na nogi postawiona została nie tylko świdnicka policja i lubelscy antyterroryści, ale również straż pożarna i inne służby ratownicze.

Kiedy policyjni pirotechnicy pracowali nad usuwaniem podejrzanych pudełek, na policję zgłosił się ich właściciel. 47-latek ze Świdnika wyjaśnił, że urządzenia, które spowodowały takie poruszenie, nie były żadnymi bombami czy ich atrapami, a „aparatami” do fotografii otworkowej, które miały zarejestrować na kliszy smugę światła utworzoną przez poruszające się pojazdy.

Świdniczanin został zatrzymany. Co prawda po przesłuchaniu odzyskał wolność, ale na tym sprawa się nie skończyła. Jak ustaliliśmy, 47-latek usłyszał zarzut i to bardzo poważny.

– Podejrzany ma przedstawiony zarzut wywołania fałszywego alarmu. Hipotetycznie grozi mu od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności – przyznaje prokurator Marcin Nosowski, szef Prokuratury Rejonowej w Świdniku.

Świdniczaninowi nie tylko grożą konsekwencje karne ale również pokrycie niemałych kosztów akcji policji i służb ratowniczych. Takiej postawie świdnickich organów ścigania dziwią się miłośnicy fotografii otworkowej w całym kraju. „Jak można wziąć tubę do fotografii za bombę czy jej atrapę. Mało prawdopodobne, by wystawały z niej jakieś kable czy diody, a tylko w ten sposób policjanci tłumaczą swoją pomyłkę i wywołanie całej afery. „To nie żaden terrorysta czy żartowniś, a robi się z tego aferę, a z niego przestępcę” – piszą na forach internetowych amatorzy fotografii otworkowej.

„Nie ma przepisów, które nakazywałyby zgłaszać jakimś służbom instalowania pudełek do fotografii otworkowej” – dodają i opisują przypadki, kiedy im też zdarzyło się, że ich urządzenia do fotografowania, które zostawia się często na nie tylko wiele godzin, ale nawet tygodni, by zapisywały na kliszy obraz z poruszającymi się światłami czy śladami wędrówki słońca na nieboskłonie, wzbudzały zainteresowanie osób, które je zauważyły czy policji. – W takich przypadkach zawsze kończyło się na wyjaśnieniach bez żadnych konsekwencji.

Dlaczego tym razem jest inaczej? – Sprawa jest cały czas w toku i nie mogę ujawnić więcej szczegółów – odpowiada prokurator Marcin Nosowski. JN