Przychodzą po złoto?

Piękna, od lat opustoszała willa zaginionego małżeństwa Drzewińskich jest plądrowana, podpalana i niszczona. – Dostałem cegłówką i zęby straciłem, gdy próbowałem wygonić jakichś ćpunów, którzy szukali tu złota – mówi jeden z mieszkańców ul. Waśniewskiego.

 

O tajemniczym zaginięciu pochodzących z Chełma Elżbiety i Wiesława Drzewińskich było kilka lat temu głośno. Małżeństwo do 1987 r. mieszkało w kamienicy przy ul. Waśniewskiego. Później przeprowadziło się do Milanówka, do willi podarowanej im przez stryja z Ameryki. Przydział kwaterunkowy miał tam Piotr B. Między lokatorem a małżeństwem wybuchł konflikt. Finał był taki, że najpierw w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła Elżbieta, a rok później Wiesław. Dwa lata temu Sąd Okręgowy w Warszawie skazał na 15 lat więzienia Piotra B., oskarżonego o podżeganie do zabójstw Elżbiety i Wiesława Drzewińskich oraz ich synów. Do dziś nie wiadomo, jaki był los zaginionego małżeństwa. Ich ciał nie znaleziono. Jeszcze w trakcie trwania dochodzenia, mieszkańców ul. Waśniewskiego zelektryzowało, gdy pod domem Drzewińskich pewnego dnia zjawiła się grupa śledczych. Przeczesano wtedy posesję w nadziei na jakiekolwiek wskazówki, pomocne do rozwikłania zagadki zaginięcia małżeństwa. Wśród sąsiadów rozeszła się pogłoska, że ciała małżonków mogą być zakopane w ogrodzie, który był przekopywany przez śledczych. Obecnie zabytkowa kamienica popada w ruinę. Okna pootwierane są na oścież, a podwórze zarośnięte chwastami. Nic dziwnego – dom od lat stoi opustoszały i nie ma kto o niego zadbać. Synowie zaginionego małżeństwa rzadko tu przyjeżdżają. Ponoć chcą sprzedać dom. Willa zachwyca architekturą i robi wrażenie nie tylko na przechodniach. Złodzieje zdążyli już ją splądrować. Jeden z sąsiadów mówi, że zniszczono pięknie zdobione piece kaflowe, meble, książki i skradziono nawet hydranty znajdujące się na tyłach domu.

– Poszła jakaś fama, że na tej posesji ukryte jest złoto. Co za bzdura! – mówi nasz rozmówca. – Kiedyś, przed wojną rzeczywiście przy ul. Waśniewskiego mieszkało wielu Żydów, którzy ukrywali kosztowności, ale to nie dotyczy domu Drzewińskich. Willa zaginionego małżeństwa powstała w 1912 r. Z moich informacji wynika, że zbudował ją lekarz, który zostawił ją w spadku rodzinie, m.in. swojej prawnuczce, Elżbiecie Drzewińskiej. Szkoda, że tak piękny dom niszczeje, ale można go jeszcze wyremontować. Najgorsze, że dom stoi pusty i wabi ćpunów i pijaków. Jakiś czas temu zaczęli sobie tu urządzać melinę. Któryś z tych chuliganów kiedyś rzucił peta i w domu wybuchł pożar. Paliły się schody i ściany. Dzwonimy na policję. Ostatnio jest już trochę lepiej.
Jeden z sąsiadów mówi, że pewnej nocy, gdy usłyszał wandali urzędujących w domu Drzewińskich, próbował ich spłoszyć.
– Dostałem cegłówką w twarz, zęby mi wybili – skarży się mężczyzna. – I tak miałem szczęście, że mnie nie zabili.
Jeden z mieszkańców Waśniewskiego ma klucz do furtki willi Drzewińskich. Jest w kontakcie z synami zaginionego małżeństwa. Stara się pilnować, aby na posesję nie wchodził nikt nieproszony. W razie czego spuszcza psy.
Jacek Osmoła, inspektor nadzoru budowlanego w Chełmie, mówi, że obowiązek zabezpieczenia domu należy do właścicieli.
– Nie prowadziliśmy postępowania w tej sprawie, ale w przypadku prywatnej nieruchomości to właściciel lub zarządca zobowiązany jest zabezpieczyć ją przed dostępem osób postronnych – mówi inspektor Osmoła. (mo)