Przyganiał kocioł…

Niedawno starosta chełmski wypomniał poprzednikom, że zadłużyli powiat, a okazuje się, że sam musi wziąć kilkanaście milionów złotych kredytu na dokończenie remontów powiatowych dróg. I oczywiście nie ma nic złego w pożyczaniu pieniędzy na inwestycje. Ale po co za to samo robić wyrzuty przeciwnikom?

Przy okazji ostatniej sesji radni powiatu chełmskiego dowiedzieli się, że starostwo musi zaciągnąć kredyt. – Dziś nasze zadłużenie to około 12 mln zł a przypomnę, że gdy tutaj przychodziłem, 1 grudnia 2014 roku, to zadłużenie było wyższe i wynosiło 14,5 mln zł – mówił Deniszczuk. Zresztą nie pierwszy raz przypominał o tym, jak to zredukował dług, jednocześnie prowadząc wiele inwestycji w powiecie. Po raz pierwszy jednak zapowiedział, że sytuacja zmusza powiat do zwiększenia zadłużenia.

– Z uwagi na wojnę i ponieważ inwestycje w części zostały przerwane, a musimy je dokończyć, żeby nie stracić dofinansowania – tłumaczył Piotr Deniszczuk, starosta chełmski.

Wysokość ostatecznego długu nie jest jeszcze znana, bo powiat czeka na rządowe wsparcie. Gminy mają otrzymać niecałe 3 mln zł a powiaty wyjściowo co najmniej 6,1 mln zł. Od ostatecznej wysokości rządowej dotacji zależeć będzie, ile kredytu weźmie starosta, ale już podczas sesji, przy okazji zmiany uchwały budżetowej zapowiedziano, że na pokrycie deficytu potrzebne będzie 5 mln zł. Radny Tomasz Szczepaniak pytał jak to się ma do ogłoszonego już przez powiat przetargu na kredyt w wysokości 9 mln zł. – Co z tą różnicą 4 mln zł? – pytał. Skarbnik wyjaśniała, że przetarg na 9 mln zł kredytu to jedna kwestia a powiat będzie musiał ogłosić kolejny na 5 mln zł, czyli łącznie zadłuży się na dodatkowe 14 mln zł.

Nie ma nic złego w zaciąganiu kredytu na inwestycje, jeśli wymaga tego sytuacja. Ale nie tak dawno, przy okazji sporu z Henrykiem Gołębiowskim, wójtem Wojsławic, Deniszczuk zarzucał swoim poprzednikom, że zadłużyli powiat, bo zaciągnęli 11 mln zł kredytu. Wójt, który był wtedy sekretarzem powiatu, tłumaczył, że pieniądze zostały pożyczone na remonty dróg. Bo w tamtych czasach nie było tak atrakcyjnych dotacji z rządowych programów, które dostają dzisiaj wszystkie gminy i powiaty jak leci. Starosta korzystał przez ostatnie lata na dobrej koniunkturze i koalicji z PiS, bez której niewiele by zrobił. Ale gdy ceny poszły w górę, a wykonawcy zeszli z placów budowy, to sam ratuje się kredytem. (bf)