Przyjechali pomóc, musieli uciekać

Po sylwestrowej imprezie na placu Łuczkowskiego ratownicy, którzy przyjechali do nieprzytomnych leżących, zostali zaatakowani przez pijanych bandytów. Dzień wcześniej do stacji pogotowia wtargnęła grupka agresywnych mężczyzn, a w Nowy Rok kolejni ratownicy z pogotowia padli ofiarą napaści.

To pokazuje, jak niebezpieczna i niewdzięczna jest praca ratowników medycznych. Chcieli pomóc, a w zamian sami zostali zaatakowani. Wezwani w noc sylwestrową na plac Łuczkowskiego (około godz. 5:20) ratownicy na miejscu zastali grupki „niedobitków” po imprezie miejskiej, a wśród nich nieprzytomną osobę.

Gdy ratownicy zaczęli działać, stojąca obok grupka mężczyzn rzuciła się do nich do bicia. Pobudzony agresor zaatakował pięściami jednego z załogi pogotowia, a ten, chcąc uniknąć ciosów, skrył się w karetce pogotowia. Pijany awanturnik zaczął uderzać i kopać w pojazd, aż wreszcie pięścią wbił do środka szybę w oknie karetki. Na miejsce przyjechało kilku policjantów. Agresorów udało się rozgonić.

Dwie noce wcześniej ratownicy pojechali na plac do pomocy policjantom w transporcie pijanych do nieprzytomności. Obudzony mężczyzna nie był jednak skory do współpracy – stawiał opór, chciał siedzieć na podłodze karetki, co jest zakazane przy transporcie pacjenta.

To zainteresowało grupę innych imprezowiczów obecnych nocą na placu. W mniemaniu podchmielonych świadków ratownicy powinni obchodzić się z pijanym niczym z jajkiem, dlatego w odwecie, by im to uświadomić, następnego dnia wtargnęli do stacji. Przyjechała policja, a agresorzy (najpewniej po alkoholu) ulotnili się.

Do kolejnej napaści doszło w Nowy Rok. Około godz. 19:50 ratownicy zostali wezwani do pijanego 45-latka z ul. Mickiewicza, który pociął się ostrym narzędziem. Furiat rzucił się na nich.

Zgodnie z prawem ratownicy udzielający pierwszej pomocy korzystają z ochrony przewidzianej w kodeksie karnym dla funkcjonariuszy publicznych, a za napaść na funkcjonariusza publicznego grozi nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Ci, którzy dniami i nocami jadą w różne środowiska, by ratować cudze życie, nierzadko narażając przy tym własne, mówią: dość agresji.

Zaraz po wydarzeniach na placu Łuczkowskiego, w środę (2 stycznia), obecny wówczas na miejscu lekarz z pogotowia złożył w komendzie zawiadomienie o napaści na ratowników i groźbach pod adresem załogi karetki. Policja ma personalia sprawców. Czy zostaną przykładnie ukarani? (pc)