Pudrowanie szkolnej rzeczywistości

Aby dziecko czuło się w szkole bezpieczne, musi być otoczone sympatią rówieśników i troską nauczycieli. Bywa, że pracownicy oświaty pudrują brutalną rzeczywistość i twierdzą, że przemocy w placówkach nie ma. Bo oprócz bezpieczeństwa dziecka liczy się też wygoda własna, spokój i strach o posadę. W kolejce po pracę stoją już inni, więc wszelkie akty przemocy i agresji rówieśniczej lepiej nazywać „incydentami”.

Patrząc na to, ile czasu dziecko spędza w szkole, śmiało można powiedzieć, że jest ona dla niego drugim domem. Nic zatem dziwnego, że rodzice chcą, by ich pociechy czuły się tam bezpiecznie. Niestety, przemoc w szkole jest coraz częstszym zjawiskiem, a nauczyciele i pedagodzy często nie radzą sobie z przejawami agresji wśród dzieci i młodzieży.

Miesiąc temu w jednej z chełmskich podstawówek interweniowała policja po tym, jak dręczony przez kolegów z klasy 13-latek chciał wyskoczyć z okna szkoły (uczeń tej samej szkoły popełnił samobójstwo na torach. Z relacji jego kolegów wynikało, że był obiektem drwin ze strony rówieśników). Również miesiąc temu z innej publicznej podstawówki pogotowie zabrało na noszach 11-latka.

Popchnięty przez innego ucznia chłopiec spadł ze schodów. Z bólem kręgosłupa i urazem kości ogonowej wylądował w szpitalu. To zaledwie dwa przykłady z ostatniego czasu na to, że przemoc w środowisku szkolnym nie jest niczym obcym. A gdyby tak prześwietlić każdy dzień funkcjonowania wszystkich placówek w mieście, efekty eksperymentu mogłyby się okazać przerażające. Czy można zatem z ręką na sercu powiedzieć, że w chełmskich szkołach jest bezpiecznie?

– Miejskie szkoły wyposażone są w monitoring i systemy zabezpieczeń. Jednak bezpieczeństwo ma różne oblicza. Szkoły i placówki oświatowe to miejsca, do których uczęszcza po kilkaset uczniów. Każdy z nich jest inny, mają różne temperamenty. Niezwykle trudne jest całkowite wykluczenie sytuacji trudnych, bo na to nakładają się różne okoliczności.

Jednak oczywiście nie usprawiedliwia to nauczycieli i dyrekcji z należytej czujności i dbałości o zasady bezpieczeństwa – mówi Wioletta Bielecka z biura prasowego Urzędu Miasta Chełm, po rozmowie z Dorotą Cieślik, dyrektor wydziału oświaty w UM.

Fakt, zapanowanie nad taką ilością dzieci nie jest łatwe. Faktem jest też, że przemoc szkolna czy rówieśnicza nie pojawia się nagle, a jest swego rodzaju procesem. Agresja może przybierać różne formy – słowną, materialną, relacyjną, fizyczną. Kłamstwa, obgadywanie, nastawianie klasy przeciwko uczniowi, wykluczanie i izolowanie, obrażanie i wyzywanie, wyśmiewanie, poniżanie, ośmieszanie, naruszenie rzeczy ucznia bez jego zgody (wyrzucenie książek z plecaka, zabieranie, kradzież) lub niszczenie przedmiotów i zmuszanie do oddania pieniędzy czy kupienia czegoś, celowe potrącanie, bicie – z tymi wszystkimi kategoriami agresji, jak wynika z danych Instytutu Badań Edukacji, stykają się najczęściej uczniowie szkół podstawowych (wśród starszych uczniów problemem jest przemoc elektroniczna).

Wyniki badania pokazują, że większość uczniów w polskich szkołach przynajmniej od czasu do czasu doświadcza szeroko rozumianych agresywnych zachowań ze strony kolegów i koleżanek.

Specyficznym rodzajem przemocy szkolnej jest dręczenie (ang. bullying), na które głównie narażone są dzieci z rodzin biednych lub kiepsko radzący sobie na WF-ie. Prześladowcy częściej wybierają na ofiarę to dziecko, które mniej może liczyć na wsparcie rodziców. Atakują i upokarzają, działając intencjonalnie.

Co podkreślają specjaliści, napastnicy zdają sobie sprawę z cierpienia ofiary, jest ono zamierzonym skutkiem ich działań. W ten sposób próbują zdobyć pozycję w grupie i kontrolę nad rówieśnikami. Dlatego też wszyscy uczniowie doskonale wiedzą o tym, kto jest napastnikiem, a kto ofiarą („świadkowie wiedzą, co się dzieje, bo gdyby tak nie było, agresor nie osiągnąłby swojego celu, nie patrzono by na niego inaczej, nie liczono by się z nim bardziej niż z innymi uczniami, a na tym właśnie mu zależy.

Można powiedzieć, że działania szkolnych dręczycieli są obliczone bardziej na reakcję publiczności niż samej ofiary”). Tymczasem wychowawcy często nie zdają sobie sprawy z sytuacji w klasie. Pedagodzy i dyrektorzy próbują uspokoić rodziców, twierdząc, że problemu z agresją rówieśniczą w ich szkole nie ma. Zamiast przygotować nauczycieli do rozpoznawania przemocy i przeciwdziałania jej, czeka się na tragedię, a potem mówi o „incydencie” lub „nieprzyjemnej sytuacji”.

Powinni być przygotowani

– Ocena merytoryczna sytuacji w szkole, tworzenie i wdrażanie programów wychowawczo-profilaktycznych, leżą w gestii dyrekcji placówki. Szkołę wspierają ponadto poradnie specjalistyczne, nauczyciele specjaliści, pedagodzy, których zadaniem jest rozmowa z nauczycielami, uczniami oraz rodzicami.

Kadra nauczycielska chełmskich szkół korzysta z różnych form doskonalenia. Uczestniczy w szkoleniach dotyczących zasad bezpieczeństwa. Wszystko po to, by wzmacniać postawę gotowości i prawidłowych reakcji w newralgicznych momentach – zapewnia W. Bielecka.

Nie inaczej odpowiada kuratorium oświaty, organ nadzorujący szkoły, i zapewnia, że „problem bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki nad uczniami jest przedmiotem szczególnej uwagi”.

W odpowiedzi na pytania, czy nie jest jednak tak, że szkoła i pedagodzy są bezradni wobec tego problemu oraz czy nadzór nad placówkami jest aby na pewno odpowiedni i wystarczający, Jolanta Misiak, dyrektor Wydziału Pragmatyki Zawodowej i Analiz Kuratorium Oświaty w Lublinie, powołuje się na ustawę.

Jak podkreśla, zgodnie z przepisami, „to dyrektor danej szkoły lub placówki wykonuje zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa uczniom i nauczycielom w czasie zajęć organizowanych przez szkołę lub placówkę”, zaś nauczyciele (zgodnie z Kartą Nauczyciela) obowiązani są „rzetelnie realizować zadania”.

– W chełmskich szkołach i placówkach są zatrudnieni nauczyciele (w tym pedagodzy i psycholodzy), którzy zgodnie z obowiązującymi wymogami powinni posiadać odpowiednie kwalifikacje do nauczanego przedmiotu, a także legitymować się przygotowaniem pedagogicznym. Kwalifikacje nauczycieli podlegają nadzorowi kuratorium oświaty – mówi J. Misiak.

Każdego roku KO otrzymuje informacje o przypadkach przemocy wśród uczniów, zarówno fizycznej jak i psychicznej. – Każdy taki przypadek jest traktowany poważnie, dokładnie analizowany w ramach czynności nadzoru i w sytuacji stwierdzenia nieprawidłowości dyrektorowi szkoły wydawane są stosowne zalecenia – podkreśla dyrektor.

W roku szkolnym 2018/2019 na terenie objętym nadzorem delegatury KO w Chełmie, do kwietnia odnotowano 13 skarg (w tym 1 anonimową) dot. bezpieczeństwa uczniów. Sześć z nich dotyczyło miejskich placówek. Część została przekazana do wyjaśnienia innym organom, a w 12 placówkach (w tym 2 chełmskich) przeprowadzono kontrole. W efekcie w 8 szkołach stwierdzono nieprawidłowości w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa uczniom, a ich dyrektorom wydano stosowne zalecenia.

Kamery są, ale co z tego

Co zaznacza W. Bielecka, monitoring na szkolnych korytarzach jest zjawiskiem powszechnym. Z wyników kontroli NIK w polskich szkołach wynika jednak, że rozmieszczenie kamer, jakość nagrań i czas ich przechowywania pozostawiają wiele do życzenia. Problemem jest lekceważący stosunek do monitoringu – nikt praktycznie nie ogląda nagrań, które rejestrują zdarzenia podczas przerw (właśnie wtedy, gdy występuje ryzyko zaistnienia wypadku bądź bójki). A przecież to dzięki zapisowi z monitoringu (na co również zwraca uwagę w raporcie NIK) w większości przypadków przemocy (fizycznej czy materialnej) udaje się wskazać sprawcę.

„Nie zapewniono także sprawnego systemu powiadamiania o zaobserwowanych zdarzeniach osób mogących podjąć natychmiastową interwencję, co uniemożliwiało wykorzystanie funkcji interwencyjnej systemu monitoringu” – podaje NIK i zwraca uwagę, że w szkołach wykorzystuje się głównie funkcję prewencyjną. Oznacza to, że kamery są, pełnią rolę straszaków, ale na tym koniec. Wpływ na ograniczenie „funkcji dowodowej” ma też krótki czas przechowywania nagrania (zazwyczaj do 7 dni, a potem obraz jest samoczynnie niszczony).

Kolejny, opublikowany w 2017 roku, raport NIK pokazuje, że polskie szkoły wciąż nie są miejscem bezpiecznym. W żadnej ze skontrolowanych placówek warunki do nauki nie były optymalne, a zastrzeżenia kontrolerów budził zły stan techniczno-sanitarny placówek. Palącym problemem, który wykazali kontrolerzy NIK była też jakość apteczek – w prawie połowie szkół nie zadbano o ich właściwe wyposażenie i rozmieszczenie, a często ich zawartość była przeterminowana. Na dodatek były w nich leki, do podania których żaden pracownik szkoły nie był uprawniony.

Pośredniak straszy

Niejednokrotnie, ale zawsze anonimowo, nauczyciele podkreślają, że lepiej „się nie wychylać, bo można podpaść”. Nauczyciel raz upomni i każe podać rękę na zgodę, pedagog przeprowadzi „pogadankę”, ale problem nie znika. Alarm podnosi się dopiero, gdy stanie się coś poważnego, o czym dowiedzą się policja, UM i KO. Dlaczego? Bo tak wygodniej, spokojniej, bez kontroli, sygnałów ostrzegawczych, że „skoro pracownicy szkoły sobie nie radzą, to może czas na zmiany”. Widmo utraty pracy ciąży nad głową, bo w kolejce po etat czekają już inni.

Na koniec marca tego roku w Powiatowym Urzędzie Pracy zarejestrowanych było 75 bezrobotnych nauczycieli (rok temu o tej porze było ich 93), podczas gdy od 1 stycznia 2018 roku do końca marca tego roku zgłoszono jedynie 37 ofert pracy w szkołach. Wśród zarejestrowanych bezrobotnych znalazło się: 4 polonistów, 4 nauczycieli nauczania początkowego, 19 nauczycieli języka obcego (8 anglistów, 8 germanistów, 2 nauczycieli j. rosyjskiego i 1 – francuskiego), 5 matematyków, 8 wuefistów, 2 nauczycieli j. polskiego w szkole podstawowej, 7 nauczycieli historii, 10 nauczycieli przedszkola, 2 nauczycieli plastyki, 3 – j. obcego w szkole podstawowej, 2 – fizyki i astronomii, 1 – informatyki w szkole podstawowej, 1 nauczyciel w placówkach pozaszkolnych, 1 – biologii, 1 – muzyki, 1 – przedmiotów artystycznych, 1 – przedmiotów zawodowych oraz 3 instruktorów praktycznej nauki zawodu. Do tego dochodzi 53 zarejestrowanych w PUP bezrobotnych pedagogów (rok temu było ich 66, zaś przez rok wpłynęły tylko 2 oferty pracy dla osób z tej grupy zawodowej), 3 pedagogów szkolnych oraz 5 – specjalnych.

Najczęściej w 2018 roku pracodawcy poszukiwali: doradców klienta, księgowych z doświadczeniem, przedstawicieli handlowych, sprzedawców, kucharzy, kosmetyczek, fryzjerów, magazynierów, kierowców ciężarówek, zbrojarzy, robotników budowlanych, mechaników samochodowych oraz elektromonterów.

Przekwalifikować się nauczycielom jest ciężko. Nic zatem dziwnego, że za wszelką cenę starają się utrzymać pracę w szkole, nie wychylać się i nie „podpadać”. Szkoda tylko, że nikt nie pamięta o jednym – przez takie myślenie napastnik dostaje (w mniejszym bądź większym stopniu) przyzwolenie na dręczenie słabszego. A skutki tego są poważne, mają długofalowy charakter i pozostawiają trwałe ślady w psychice na całe życie. (pc)