Radny przegrał z aktywistą LGBT

Tomasz Pitucha, miejski radny Prawa i Sprawiedliwości, został prawomocnie uznany winnym zniesławienia Bartosza Staszewskiego, organizatora lubelskiego marszu równości. Będzie musiał m.in. wpłacić 5 tysięcy złotych na cel społeczny wskazany przez Staszewskiego, a zatem na marsz równości.


– Trzeba przegrać wiele procesów być może, aby powstrzymać to zło, które się dzieje przez promocję homoseksualizmu w Polsce. Swojego zdania co do szkodliwości marszów nie zmieniam. Nie atakowałem pana Bartosza Staszewskiego, ponieważ go nie znałem. Wypowiadałem się o marszach – skomentował na gorąco wydany przez Sąd Okręgowy w Lublinie wyrok Tomasz Pitucha.

W ubiegłym tygodniu sędzia Wiesław Pastuszak utrzymał w mocy wyrok wydany w lipcu przez Sąd Rejonowy Lublin-Zachód. Ocenił, że „sąd rejonowy przeprowadził prawidłowo postępowanie, wydał prawidłowy wyrok, prawidłowo ocenił zebrany w sprawie materiał dowodowy i z tej oceny wyciągnął trafne wnioski”. – Sąd pierwszej instancji drobiazgowo odniósł się do niniejszej sprawy, dokonał oceny wszystkich przeprowadzonych dowodów – stwierdził sędzia Pastuszak.

Radny Pitucha został uznany winnym pomówienia Staszewskiego. Sąd odstąpił od wymierzenia kary. T. Pitucha będzie jednak musiał wpłacić 5 tysięcy złotych nawiązki na cel wskazany przez Staszewskiego, a zatem na marsz równości w Lublinie. Wyrok ma też zostać opublikowany w lokalnej prasie. – Płacenie na organizatora marszu równości to dla mnie duży dyskomfort moralny – przyznał radny, dodając jednak, że „wyroki sądów należy wykonywać”. Wyrok jest prawomocny, ale można złożyć od niego kasację do Sądu Najwyższego. – Złożę wniosek o uzasadnienie wyroku i zastanowię się na temat złożenia kasacji – zapowiedział radny, którego na sali po raz kolejny wspierała grupa zwolenników.

Radości z wydanego wyroku nie krył z kolei Bartosz Staszewski. – To jest dzień, którego bardzo długo oczekiwałem. Doczekałem się sprawiedliwości. Pieniądze, które wpłaci pan Pitucha, pójdą na organizację marszu równości, na szerzenie szacunku do drugiego człowieka, na szerzenie tolerancji – cieszył się Staszewski.

Mecenas Bartosz Przeciechowski, pełnomocnik B. Staszewskiego, ocenił, że „sprawy w ogóle nie powinno być, bo te słowa nie powinny nigdy paść”. – To lekcja, jaką otrzymał pan radny. W społeczeństwie są różni ludzie: wysocy, niscy, łysi, są heteroseksualni, są też homoseksualni – stwierdził Przeciechowski.

Sprawy nie byłoby też, gdyby strony doszły do pojednania. Tzw. posiedzenie pojednawcze odbyło się w grudniu ubiegłego roku. Tomasz Pitucha nie zgodził się wówczas na przeproszenie Bartosza Staszewskiego. Czy gdyby mógł cofnąć się w czasie, podjąłby taką samą decyzję? – Myślę, że tak czy tak to stronie skarżącej chodziło o osiągnięcie pewnego efektu, takiego pozornego okrzyknięcia swoich racji w kontekście organizacji marszów – ocenił.

W procesie chodziło o wpis, jaki radny jesienią ubiegłego roku niedługo przed pierwszym lubelskim marszem równości zamieścił na swoim profilem facebookowym: „Najzagorzalsi fani filmu W. Smarzowskiego (chodzi o „Kler”, którego premiera przypadła właśnie na jesień ubiegłego roku – przyp. aut.) chcą zorganizować w Lublinie tzw. marsz równości, promujący homoseksualizm, pedofilię”. Za te słowa Staszewski skierował przeciwko niemu prywatny akt oskarżenia. Strony nie doszły do ugody, dlatego w styczniu przed Sądem Rejonowym Lublin-Zachód ruszył właściwy proces. Grzegorz Rekiel