Radny wybrany czy podstawiony?

Siostrzenica przyjmowała głosy, siostra je zliczała. Czy dzięki temu nowy radny ze Stawu zdobył mandat, czy tak chcieli mieszkańcy? Rodzinnym oszustwem zajmie się sąd. Komitet wyborczy, z którego startował inny kandydat, zapowiada protest wyborczy.

Przepisy wyborcze mówią wyraźnie, że członkiem obwodowej komisji wyborczej nie może być osoba należąca do rodziny kandydata (rodzice, dziadkowie, dzieci, wnuczki, rodzeństwo, współmałżonek), jeśli obwód, w którym pracuje, obsługuje okręg, z którego kandyduje krewny. Tymczasem tuż po ogłoszeniu wyników wyborów do rady gminy Chełm w Stawie zaczęło huczeć.

W okręgu nr 5 do rady wystartowało trzech kandydatów: Jan Ignaciuk z Komitetu Wyborczego Wyborców Wiesława Kociuby, Dariusz Kiełek z PSL i Jerzy Łuczkiewicz z własnego komitetu. Najwięcej głosów (131) zebrał kandydat z poparciem PSL i tym samym to on zdobył mandat radnego (Ignaciuk miał 113 głosów, a Łuczkiewicz – 120).

Tuż po oficjalnym ogłoszeniu wyników okazało się jednak, że przewodniczącą obwodowej komisji zliczającej głosy była rodzona siostra Kiełka, zaś jej córka, a siostrzenica nowego radnego – członkiem komisji przyjmującej głosy. To wzbudziło niesmak i zasiało ziarno niepewności, zarówno wśród mieszkańców, jak i kontrkandydatów do rady gminy czy aby na pewno nie miało to wpływu na wynik wyborów.

– Zamierzamy wnieść do Sądu Okręgowego w Lublinie protest przeciw ważności wyborów do rady gminy w okręgu 5 w obwodzie 6 ze względu na rodzinne powiązania – zapowiada Wiesław Kociuba, wójt gminy, z którego komitetu startował J. Ignciuk.

Ewentualne unieważnienie wyborów to jedno, do tego dochodzi też poświadczenie nieprawdy przez siostrę Kiełka i jej córkę. Obie, jako członkinie komisji, musiały zapewniać przed wyborami, że nie są spokrewnione z żadnym z kandydatów. Jeśli sędzia nie będzie łaskawy, mogą odpowiadać za popełnienie przestępstwa. (pc)