Recydywa na wolności

Recydywiści, mimo wyroków skazujących, chodzą wolno po ulicach miasta i śmieją się w twarz organom ścigania. Ale ilu ich jest, nie wiadomo, bo zakład karny nie ujawnia dokładnej liczby. Część z pewnością może być niebezpieczna.

Ścigany listem gończym gwałciciel już dawno powinien trafić do więziennej celi w Chełmie, a wpadł dopiero w ubiegłym tygodniu – przypadkiem we własnym domu, za posiadanie kontrabandy… Jak długo chodził po ulicach i straszył kobiety? Ile jeszcze skazanych wciąż przebywa na wolności, nic sobie nie robi z wyroku i stanowi zagrożenie dla mieszkańców? Szczegółowych danych Zakład Karny w Chełmie nie chce ujawnić, tłumacząc się, że ich wygenerowanie jest „trudne i wymagałoby użycia dodatkowych sił, i środków”. Czy taka odpowiedź nie jest aby podyktowana obawą przed tym, że po upublicznieniu takiej informacji w mieście wybuchłaby panika? Tym bardziej, że – jak wyjaśnia por. Konrad Wierzbicki, rzecznik prasowy chełmskiego więzienia – Zakład Karny w Chełmie jest zakładem typu zamkniętego, przeznaczonym dla skazanych mężczyzn, recydywistów penitencjarnych.
Jak wynika ze statystyk krajowych, ponad 88% skazanych nie stawiło się, mimo upływu terminu, do odbycia kary (aż 39 633 osób). Nie zgłaszają się do więzienia wcale nie dlatego, że te są przepełnione, a dlatego, że nic im za to nie grozi. Służba więzienna otrzymuje z sądu informację o wyroku, a po 3 dniach od wyznaczonego terminu do odsiadki (gdy skazany sam się nie zgłosi) powiadamia o tym sąd. Ten wydaje postanowienie o przymusowym doprowadzeniu, a skazany trafia na listę poszukiwanych. Ze znalezieniem go bywa różnie.(pc)