Robaki w batonach

– Obrzydliwe, wstrętne, skandaliczne – naszemu Czytelnikowi brak słów, aby skwitować to, jak poczuł się wgryzając się w baton usiany jajeczkami larw. Mogło być gorzej, bo po rozpakowaniu drugiej słodkości, zakupionej w „Biedronce”, wypełzł dorodny, tłusty robak. – Dobrze, że zdążyłem wypluć i nie pogryzłem – mówi chełmianin. Sieć nie wycofała ze sprzedaży pozostałych batonów z tych partii, bo nie znalazła do tego podstaw.

Okoliczności sprawy nasz Czytelnik opisał w liście do biura obsługi „Biedronka” wysłanym drogą elektroniczną. Dołączył do niego nagrany telefonem film, prezentujący „nadziewane” batony. Z relacji chełmianina wynika, że jakiś czas temu kupił w sklepie „Biedronka” przy al. I AWP w Chełmie dwa batony różnych producentów (jeden z nich to marka własna „Biedronki”). Jak mówi, chciał podczas treningu dostarczyć organizmowi energii, a drugi baton był dla kolegi. W produktach znalazł białko w postaci, jakiej się nie spodziewał.

– Ugryzłem baton i natychmiast, instynktownie wyplułem kęs – opowiada chełmianin. – Coś mi nie pasowało w wyglądzie tego batona. Na pierwszy rzut oka przypominało to jakiś nalot, ale kiedy lepiej się przyjrzałem zobaczyłem, że cały baton usiany jest jakimiś jajeczkami. Dobrze, że dość szybko się zorientowałem i nie pogryzłem tego kęsa.

Otworzyłem opakowanie drugiego batona i poczułem wstręt, bo wypełzł z niego robak. Obrzydliwe. Wkrótce okazało się, że tych larw jest więcej. W batonie były takie otwory, kanaliki, wyżłobione przez robactwo. Zresztą to wszystko jest widoczne na filmiku, który nagrałem i wysłałem do „Biedronki”. Batony nie były uszkodzone ani przeterminowane – miały przydatność do kwietnia i lipca bieżącego roku.

Ja jestem dorosły i zdążyłem się zorientować, ale co by było, gdyby dziecko to zjadło? Nawet nie chcę myśleć o tym, co dzieje się z pozostałymi produktami. Patrząc na opakowanie wszystko wydaje się w porządku, bo termin przydatności się zgadza, ale czy nie czyha gdzieś mały prezent w postaci jajeczka lub larwy? Tego nie wiadomo.

Mając przed oczami sklepową półkę pełną tego typu batonów nasz Czytelnik następnego dnia poinformował o wszystkim „Biedronkę”, żądając „pilnej informacji, jakie kroki Państwo poczynią, aby ten produkt wadliwy zniknął z półek”. W biurze obsługi przeproszono go i poproszono o dalsze informacje o dacie zakupu towaru, kodu kreskowego z opakowania, adresu sklepu, gdzie produkt zakupiono. I na tym koniec.

Nasza dziennikarka o wyjaśnienia zwróciła się do biura prasowego Jeronimo Martins Polska S.A., właściciela sklepów „Biedronka”. Najważniejszą kwestią pozostawało to, czy produkty z tych partii wciąż są na sklepowych półkach. Są!

– Obaj dostawcy przebadali próbki referencyjne z zakupionych przez klienta partii – ich jakość była zgodna ze wszystkimi standardami – czytamy w odpowiedzi biura prasowego Jeronimo Martins Polska S.A. – Nie otrzymaliśmy również innych zgłoszeń z tego sklepu dotyczących tych produktów.

W związku z tym nie było podstawy do podjęcia działań, o które Pani pyta. Przypominamy, że standardowo w sytuacji, w której klient ma zastrzeżenia do jakości nabytego towaru, może go reklamować w każdym naszym sklepie, niezależnie od tego, gdzie dokonał zakupu. W przypadku takim, jak opisany, klient otrzymałby zwrot gotówki na miejscu w naszej placówce. (mo)