RODO namieszało w oświacie

W zamyśle mają chronić dane osobowe, a w praktyce doprowadzają do wielu absurdów. Mowa o przepisach RODO, które są źle rozumiane i nadużywane. RODO namieszało także w szkołach.


25 maja br. weszło w życie unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, w skrócie RODO. Zgodnie z nim dane zgromadzone w różnego rodzaju bazach, tj. na poczcie internetowej, serwerach, systemach teleinformatycznych itp. muszą być pod kontrolą. Ci, którzy te dane przetwarzają – a więc, urzędnicy, przedsiębiorcy, administracje szkół – mogą być pociągani do odpowiedzialności za bezprawne ich udostępnianie, a tym samym łamanie nowych rozwiązań. W grę wchodzą kary pieniężne. W praktyce ludzie wciąż mają wątpliwości, które dane są chronione, jakich informacji można udzielić, co jest dopuszczalne, a co nie. Przepisy o RODO namieszały także w szkołach.

– RODO powoduje wiele absurdalnych sytuacji. W jednej ze szkół nauczyciele nie mogą, tak jak kiedyś, zabierać do domu do sprawdzenia klasówek podpisanym imieniem i nazwiskiem ucznia. Możne je zabrać tylko wtedy, kiedy uczeń podpisze się specjalnym kodem, np. 4a1, gdzie 4a oznacza klasę, a 1 numer w dzienniku. To niedorzeczne – mówi nam jedna z nauczycielek.

Takich sytuacji jest ponoć więcej. Niektóre zakrawają o absurd. Pojawiają się wątpliwości, czy podpisanie zeszytów, szkolnych szafek albo wywoływanie do odpowiedzi imieniem i nazwiskiem nie narusza nowych przepisów.

– U nas takich praktyk nie ma i nie słyszałem o takich przypadkach – mówi Tomasz Szydło, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 5 w Świdniku. – Przepisy o RODO mają zapobiegać wyciekowi danych, a nie dezorganizować pracę szkoły. Trzeba zachować zdrowy rozsądek. Imię i nazwisko to nie są jeszcze dane osobowe, dlatego wywieszamy np. listy przyjętych uczniów. Co innego adres ucznia czy PESEL. Te dane chronimy szczególnie.

– Tak naprawdę przepisy o RODO nie zmieniły wiele, ale narzuciły dużo różnych dokumentów, które muszą być podpisane – dodaje Elżbieta Krupa, dyrektor Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Świdniku. – Moi nauczyciele są przeszkoleni i od dawna wiedzą, co można w tym zakresie, a czego nie. Teraz – można powiedzieć – tylko dostosowujemy dokumentację. Mamy też powołanego inspektora ochrony danych, bo taki jest wymóg, którzy przygotowuje całą dokumentację i wszystko, co jest związane z RODO.

Wokół tego tematu powstało wiele mitów. Nauczyciele piszą na forach np., że nie wywieszają list z nazwiskami uczniów. Myśmy nigdy tego nie robili, być może w większych szkołach jest to wygodne. Nigdy z uwagi na niepełnosprawność dzieci nie można nam było udostępniać danych – zresztą po co mielibyśmy to robić. (w)