Rodzinny tyran urządził piekło

Andrzej R. (53 l.) najpierw zamordował swoją żonę. Potem zabarykadował się w swoim sklepie w pasażu handlowym na Kalinowszczyźnie. Kiedy przyszli po niego policjanci, postanowił wysadzić się w powietrze.
Odkręcił butle z gazem i odpalił ogień. Potężna eksplozja wstrząsnęła całą dzielnicą. Ciężko poparzony zabójca trafił do szpitala i dopiero teraz, po pięciu latach od tragedii, usłyszał zarzuty i został aresztowany.
Latem, pięć lat temu, przed spożywczakiem Pod Tarasem przy ul. Kleeberga pojawił się cywilny, policyjny samochód. Mundurowi odnaleźli tam męża Małgorzaty R. (45 l.), której zwłoki dzień wcześniej znaleziono w kamienicy przy ul. Kunickiego. Mężczyzna krzyknął do stróżów prawa, aby się nie zbliżali. Najpierw wymachiwał nożem, potem stwierdził, że za chwilę wszystko wyleci w powietrze. Policjanci natychmiast wezwali posiłki. Wokół rozchodził się coraz bardziej intensywny zapach gazu. Policyjny negocjator próbował przekonać desperata, aby ten nie robił głupstw i nie wyrządzał sobie ani nikomu krzywdy. Ale do Andrzeja R. nie trafiały żadne argumenty. Nagle błysnęła iskra w zapalniczce i…
– Walnęło jak z armaty. Siła była tak potężna, że aż przewróciłem się w mieszkaniu. Sądziłem, że wybuchło coś tuż za ścianą – opowiadał nam mężczyzna z pobliskiego bloku.

Skazany na szpital

Eksplozja zamieniła sklepik w stertę gruzu. Rozpadły się ściany i zawalił dach. Wokół, niczym pociski, fruwały ostre odłamki szkła. Niemal natychmiast do akcji wkroczyli strażacy. Jeden z nich wyciągnął nieprzytomnego właściciela sklepu. Karetka zabrała go do specjalistycznego szpitala w Łęcznej. Miał poparzone prawie 90 proc. powierzchni ciała i ogłuchł. Lekarze, aby oszczędzić mu bólu, długo utrzymywali go w stanie śpiączki farmakologicznej. Potem jego zły stan psychiczny nie pozwalał, aby go przesłuchać. Było to możliwie dopiero teraz. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa. Nie przyznał się do winy. Został aresztowany. Niebawem powinien stanąć przed sądem, bo właśnie śledztwo jest już na ukończeniu.

Miły tylko dla innych

Andrzej R. to człowiek o dwóch twarzach. Dla swoich klientów był zawsze otwarty i serdeczny. Mieszkańcy go lubili i nawet zgłosili do konkursu na najlepszego osiedlowego sprzedawcę. Przed ludźmi potrafił udawać troskliwego męża i dobrego ojca. W domu mężczyzna przedstawiał jednak zupełnie inne oblicze. Sięgał po alkohol, a po nim stawał się porywczy. Byle błahostka sprawiała, że wpadał w złość i wyżywał się na domownikach. Dla jego bliskich sytuacja stawała się coraz bardziej nie do zniesienia. Kłótnie powtarzały się coraz częściej. Sytuację zaogniały długi, w które mężczyzna wpędził swoją rodzinę. Wcześniej małżeństwu świetnie się powodziło. Mieli smykałkę do interesów. Prowadzili kilka drobnych biznesów, na przykład sklep z garmażerką w Krasnymstawie, gdzie wcześniej mieszkali. Dopiero dwa lata przed tragedią przeprowadzili się do Lublina, do kamienicy przy ul. Kunickiego, którą dostali w spadku.

Uduszona paskiem

Bliscy Małgorzaty przeczuwali, że stało się coś złego. Jej telefon nie odpowiadał, a pytany mąż udawał, że nie wie, gdzie jest jego żona. Rodzina poprosiła policjantów, aby weszli do mieszkania. W środku znaleziono rozkładające się już zwłoki kobiety. Jak wykazała sekcja, ofiara została uduszona, prawdopodobnie paskiem od szlafroka. Andrzej R., kiedy już wiedział, że zbrodnia wyszła na jaw i szuka go policja, zaplanował spektakularny zamach na własne życie. LL