Rośnie napięcie przed walnym

– Prezesi spółdzielni zarabiają krocie, a rada nadzorcza przyznała im ostatnio 40-procentowe premie. My, szeregowi pracownicy, dostajemy grosze – napisała w mailu do redakcji jedna z pracownic Spółdzielni Mieszkaniowej w Świdniku. Zarząd tłumaczy, że premie można było wypłacić, bo miniony rok finansowo był udany, a list, jaki dotarł do redakcji, to kolejny element w rozgrywce o przejęcia władzy w spółdzielni przez działaczy związanych z miejskim PiS.
Za mniej więcej miesiąc odbędzie się walne zgromadzenie członków Świdnickiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Podczas niego przyjęte zostaną sprawozdania i uchwały dotyczące działalności spółdzielni, ale – co najważniejsze – wybrana zostanie także nowa rada nadzorcza. Zanosi się, że walka o miejsce w niej będzie zacięta, o czym może świadczyć mail, jaki dotarł do naszej redakcji. Jego autorka, podająca się za pracownicę spółdzielni, skarży się na panujące w spółdzielni „układy” i wytyka, że prezesi zarabiają niewspółmierne dużo w stosunku do wykonywanej pracy.
– „Jestem jedną z wielu kobiet pracujących w SM na niższych stanowiskach” – pisze. – „Chcę pokazać, że pracownikom nie podoba się to, co dzieje się w spółdzielni. Kierownicy może i są zadowoleni, ale zwykli pracownicy już nie. Zarząd prawie nic nie robi, a zarabia bardzo dużo. Prezes ma 13 tys. zł i jest „ułożony” z radą nadzorczą. Od lat każdy z członków zarządu co miesiąc dostawał premię od 1,5 tys. zł wzwyż. Premie te dawała rada nadzorcza bez żadnego uzasadnienia. Jakiś czas temu do tych premii przyczepiło się trzech członków rady nadzorczej, którzy nie są w „układzie” z prezesem. Co zrobili ludzie prezesa w radzie? Dali podwyżkę każdemu z trzech członków zarządu o 1 tys. zł więcej do podstawy. Rada miała znieść te premie, a tak naprawdę zmieniła je tylko na kwartalne. No i dali w kwietniu prezesom po 40 proc. premii, czyli ponad 3 tys. zł. W czerwcu walne i wybory nowej rady. Może coś się w końcu zmieni”.
Autorka listu wyjaśniła, że nie podpisała się pod nim, bo, podobnie jak inni pracownicy, boi się o pracę. Skarży się także na to, że szeregowi pracownicy spółdzielni zarabiają marnie, a ich podwyżki są minimalne.
Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Świdniku, Marek Słotwiński, wyjaśnia, że przyznanie premii było możliwe dzięki dobrym wynikom finansowym, jakie SM uzyskała w ubiegłym roku.
– To najlepszy dowód na to, że – wbrew temu, co napisał autor anonimu – jednak pracujemy i robimy to dobrze. Zgodnie z angażami zwartymi z radą nadzorczą oprócz stawki podstawowej zarządowi przyznawana jest premia w wysokości 20 proc. podstawy, z tym zastrzeżeniem, że może ona ulec zwiększeniu lub zmniejszeniu. W związku z tym, że w ubiegłym roku udało nam się wypracować spory zysk oraz tym, że zgodnie z opinią biegłego spółdzielnia jest w dobrej kondycji finansowej, rada zdecydowała się przyznać premię kwartalną – tłumaczy prezes.
M. Słotwiński dodaje, że pracownicy również otrzymali podwyżki – wszyscy w takiej samej wysokości.
– Wcześniej, kiedy dysponowaliśmy jakąś pulą środków, którą mogliśmy przeznaczyć na podwyżki dla pracowników, dzieliliśmy ją na poszczególne działy, tak by kierownicy sami mogli ocenić, kto i jak wykonuje swoje obowiązki i zdecydować o wysokości premii. Nie chcieliśmy premiować tylko za przychodzenie do pracy. W tym roku związki zawodowe wystąpiły jednak z propozycją, aby dać wszystkim „po równo” i tak zrobiliśmy. Wszyscy pracownicy otrzymali średnio 80 zł brutto.
Wacław Szuryga, jeden z członków rady nadzorczej, uważa, że premie dla prezesa i jego zastępców są jak najbardziej uzasadnione.
– W 2016 roku spółdzielnia wypracowała zysk w wysokości ponad 1,3 mln zł. Poza tym pod względem ogólnej działalności jesteśmy trzecią spółdzielnią w kraju. Na pewno duża w tym zasługa zarządu – podkreśla Szuryga.
Odmiennego zdania jest inny członek rady nadzorczej, Konrad Sawicki, który od początku swojej działalności w SM podnosił, że dotychczasowy system premiowania prezesów stwarza pole do nadużyć.
– Do anonimów należy podchodzić bardzo ostrożnie, ale jeśli jego autorem faktycznie jest ktoś z pracowników spółdzielni, to dowód na to, że nawet oni widzą, że dzieje się coś złego. Od kiedy jestem w radzie, zawsze podkreślałem, że musimy stworzyć taki regulamin premiowania, który określi, za co i w jakiej wysokości należy się premia. W tym momencie rada nadzorcza działa całkowicie uznaniowo i mieszkańcy nie mają pojęcia, jak i za co wynagradza się zarząd. W styczniu zapowiedziano, że wycofujemy się z tych niejasnych premii, a po 3 miesiącach, w kwietniu, okazuje się, że prezesi dostaną po 1 tys. zł podwyżki do podstawy i premie, tyle, że zamiast miesięcznej kwartalną, której wysokość zależy tylko od decyzji rady. Regulaminu wciąż próżno szukać. To się musi zmienić. Pieniądze muszą być wydawane w sposób jasny, niebudzący wątpliwości. Teraz tych wątpliwości jest co niemiara – mówi Sawicki.
Sawicki podkreśla też dysproporcje w wynagradzaniu osób zatrudnionych w Spółdzielni. Zauważa, że pensje ponad 100 pracowników to koszt 4 mln zł rocznie, a trzech członków zarządu to 0,5 mln zł. Wytyka też, że rada nie otrzymała w wymaganym terminie projektów uchwał i dokumentów będących podstawą przyznania premii i podwyżek w wynagrodzeniu zasadniczym, co jest niezgodne z przepisami.
W spółdzielni anonim w sprawie premii właśnie wiążą ze zbliżającym się walnym i wyborami nowych władz spółdzielni. – Jest grupa osób, które w spółdzielni działają od niedawna, niczym się jeszcze nie wykazali, ale za wszelką cenę dążą do objęcia sterów rządu w spółdzielni – mówi nam jeden z członków rady nadzorczej. – Spółdzielnia to łakomy kąsek pozostający dotąd jako jeden z nielicznych poza wpływami opcji politycznej od lat rządzącej miastem. (w)