Rowerzyści mocno rozczarowani

Pochylnia jest potrzebna nie tylko cyklistom. – Jeśli jednak zostanie ona wykonana według wytycznych urzędników, a nie naszego projektu, nie spełni ona swojej roli – przestrzegają rowerzyści

– Nie tak to miało wyglądać – mówią rowerzyści ze stowarzyszenia Świdnik Miasto dla Rowerów o planach budowy pochylni na osiedlu Wschód. Jak tłumaczą, jej nawierzchnia ma zostać wykonana nie z masy bitumicznej, a kostki brukowej, co znacznie obniży jej jakość. Rowerzyści zarzucają urzędnikom również to, że w momencie szacowania kosztów wykonania pochylni, zostali wprowadzeni przez nich w błąd.


„Alternatywa na osiedlu Wschód i usprawnienia rowerowe” to projekt zgłoszony do ubiegłorocznej edycji budżetu obywatelskiego przez członków stowarzyszenia Świdnik Miasto dla Rowerów. Zakłada on m.in. montaż stojaków, stworzenie stacji naprawy rowerów w mieście oraz – co zdaniem pomysłodawców najważniejsze – budowę pochylni umożliwiającej ominięcie schodów przy ul. Kosynierów.
– Bardzo nam zależy, żeby otworzyć Wschód na rowery. To jedyne osiedle w Świdniku, które ma ponad 5 tys. mieszkańców, a nie ma żadnej infrastruktury rowerowej. Te schody są bardzo niebezpieczne. Ludzie je omijają i zjeżdżają obok. Nasz zamysł był taki, żeby pochylnia służyła nie tyko rowerzystom, ale też rodzicom z wózkami, czy niepełnosprawnym – mówią członkowie stowarzyszenia.
Projekt zyskał poparcie mieszkańców, zakwalifikował się do dofinansowania i w tym roku powinien zostać zrealizowany. Jednak jak podnoszą jego autorzy, realizacja nie przebiega tak, jak powinna.
– Zostaliśmy potraktowani w dosyć „wyjątkowy” sposób. Niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Podczas spotkania z panem wiceburmistrzem Piotrowiczem, które odbyło się w czerwcu, dowiedzieliśmy się, że sama budowa pochylni na osiedlu Wschód przekracza zakładany budżet. Inwestycja ta najpierw została oszacowana przez pracownika urzędu miasta na kwotę 20 tys. zł, później projekt przeszedł też weryfikację formalną w ramach budżetu obywatelskiego. A teraz okazało się też, że budowa pochylni będzie kosztować nie 20, a 100 tys. zł – mówi Klaudia Waryszak-Lubaś, prezes Stowarzyszenia Świdnik Miasto dla Rowerów.
Urzędnicy zdecydowali, że nawierzchnia pochylni – zamiast z masy bitumicznej, co zakładał projekt – wykonana zostanie z kostki brukowej, co zdaniem rowerzystów z ŚMDR niekorzystnie wpłynie na jej jakość.
– Nikt z nami tego wcześniej nie konsultował; nie pytał o zdanie. Niezrozumiałe jest dla nas również to, że budowy pochylni nie włączono do ogłoszonego w marcu przetargu na rozbudowę infrastruktury rowerowej Świdnika. Takie rozdzielenie znacznie podniesie koszt wykonania pochylni. Uważamy, że finansowo jest to nieracjonalne – mówi K. Waryszak-Lubaś.
Zdaniem rowerzystów lekceważenie przez miasto głównych założeń złożonego przez nich projektu podważa samą ideę i sens organizacji budżetu obywatelskiego.
– Projekty zgłaszane do budżetu obywatelskiego oceniają merytoryczni urzędnicy, trudno więc pojąć, dlaczego później okazuje się, że ich wykonanie jest 5 razy droższe. Rozumiemy, że cena rynkowa mogła wzrosnąć; że coś może okazać się droższe, bo nie wszystko zawsze da się uwzględnić i przewidzieć, ale pomylić się 5 razy… To co najmniej zaskakujące. Mamy wrażenie, że zostaliśmy wprowadzeni w błąd. W dodatku miasto chce realizować nasz projekt nie tak, jak to założyliśmy. Co z tego, że przygotowaliśmy fajny projekt, skoro urząd zmienia go po swojemu, a jakość tego, co planuje zrobić, pozostawia wiele do życzenia. Jako organizacja tracimy przez to w oczach świdniczan. W mediach często możemy przeczytać, że panu burmistrzowi, zależy na głosie mieszkańców i cieszy go tak liczny udział w budżecie obywatelskim, dlatego niezrozumiałe jest traktowanie w taki sposób pomysłów mieszkańców – dodaje K. Waryszak-Lubaś.
Swoje żale członkowie stowarzyszeni spisali i wysłali do burmistrza Waldemara Jaksona. Liczą, że ten ustosunkuje się do tych zarzutów.
Michał Piotrowicz, zastępca burmistrza odpowiedzialny za miejskie inwestycje, tłumaczy, że obawy rowerzystów są na wyrost. Pochylnia powstanie, choć nie będzie asfaltowa. Miasto już szuka jej wykonawcy.
– Zgłaszając propozycję do budżetu obywatelskiego, i dotyczy to nie tylko tej konkretnej inwestycji, wnioskodawcy nie zawsze znają realne koszty ich realizacji – mówi Piotrowicz. – Na etapie precyzowania tej inwestycji okazało się, że zrobienie tego, co wymyślił wnioskodawca, byłoby horrendalnie drogie. Jednak aby to wykonać, podjęliśmy decyzję o zmianie technologii. Nie będzie masy bitumicznej, a kostka brukowa. Osiągniemy funkcjonalność, choć może nie w standardzie, którego oczekiwaliby autorzy projektu. Musimy jednak pamiętać, że to nie jest pochylnia tyko dla rowerzystów. To jest rozwiązanie usuwające pewne bariery komunikacyjne. Ani z jednej, ani z drugiej strony tej pochylni nie ma ścieżki rowerowej.
Piotrowicz tłumaczy, że kwota 100 tys. zł to nie koszty samej pochylni, ale i pozostałych inwestycji zgłoszonych w ramach projektu.
– Wnioskodawcy powinny być świadomi, że mogą pojawiać się rozbieżności cenowe. Nawet wykonując kosztorys rzetelnie i skrupulatnie, często spotykamy się z tym, że kwoty oferowane przez wykonawców są droższe od tych zaplanowanych przez nas. Trudno dziś powiedzieć, jaka będzie cena pochylni. Wprowadziliśmy pewnie zmiany w specyfikacji, zobaczymy, jak wpłyną one na wysokość ofert – mówi M. Piotrowicz
Wiceburmistrz odniósł się również do zarzutu, że przetarg na pochylnię nie został włączony do wspólnego przetargu na „inwestycje rowerowe”.
– To argument bez żadnego pokrycia. Jeśli wszystkie te zadania wrzucilibyśmy do jednego worka, być może nie rozstrzygnęlibyśmy przetargu. Sprawy obarczone dużym ryzykiem warto separować od innych. Dzięki temu już podpisujemy umowę na inne zadania i wkrótce będą mogły być realizowane, a to zdanie wymagało jeszcze pewnych zmian i korekt. Liczmy, że szybko uda się wyłonić wykonawcę, choć jeśli rowerzyści będą zgłaszać podobne pretensje, może się tak zdarzyć, że żaden z wykonawców nie będzie chciał mieć nic do czynienia z tą inwestycją – komentuje Piotrowicz. (w)