Rozkopali i zostawili

Wyryli dziurę przed domem i pojechali. Obiecywali zasypać następnego dnia. A przecież w domu są małe dzieci – żali się właściciel posesji. Po naszej interwencji robotnicy wrócili, zrehabilitowali się.

– Mieli zaraz skończyć prace i zasypać dziury – mówi pan Zdzisław z Zarudnia (gm. Ruda-Huta). – Zapewniali, że zostawiają je tylko na noc i przykryją następnego dnia. Minął już prawie tydzień. Robotnicy zostawili mi przed domem niezabezpieczone, odkryte doły i odjechali pracować gdzieś indziej – dodaje oburzony.
Chodzi o prace związane z przebudową linii energetycznej na terenie całej gminy. Mężczyzna próbował dowiedzieć się, kiedy zakończą się roboty na jego terenie. Od pracowników firmy usłyszał, że może za tydzień wrócą… – W domu jest dwójka małych wnucząt. A jak któreś wybiegnie i wpadnie do dziury? Może dojść do nieszczęścia – martwi się właściciel posesji.
Podwykonawcą zadania jest firma „Azart” z Chełma. Właściciel spółki, Jan Kwiatkowski, tłumaczy, że prace przeciągają się niezależnie od nich – komisja odbiorowa musi sprawdzić wszystko jeszcze przed zasypaniem dołów, a termin wciąż jest nieustalony. Z całym zadaniem pracownicy muszą wyrobić się do 2 czerwca, zaś pozostało jeszcze wiele prac związanych m.in. z pomiarami i uziemieniem.
Po interwencji „Nowego Tygodnia”, szef firmy polecił jednak sprawdzić stan bezpieczeństwa na posesji pana Zdzisława. Robotnicy przyjechali i zrobili to, co powinni uczynić tydzień wcześniej – zabezpieczyli dziury folią ochronną do czasu ich odbioru i zasypania. (pc)