Różne pasje, ta sama krew

Ojciec maluje klasyczną motoryzację aerografem na płótnie, syn zawodowo gotuje i pracuje nad swoją pierwszą książką kucharską. Obaj namiętnie oddają się swoim zainteresowaniom i udowadniają, że pasja i praca wcale się nie wykluczają.


Mowa o rodzinie Kapiców ze Świdnika. Jak mówią ich znajomi, rodzinę tę trudno nazwać zwyczajną – oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

Kuba Kapica maluje aerografem na płótnie klasyczną motoryzację. Nie trzeba być specjalistą, by dostrzec, że spod jego rąk wychodzą prawdziwe cudeńka, dopracowane w najmniejszym detalu. Swoje prace wystawia głównie we Francji, m.in. podczas wyścigu w Le Mans. Jest absolwentem warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych na kierunku malarstwo, ale malował już dużo wcześniej, będąc uczniem średniej szkoły plastycznej. Po studiach wyjechał do Paryża. Tam szkolił się z rzeźby. Jak wspomina w jednym z wywiadów, był typowym dzieckiem szczęścia. Obrazy, które wziął ze sobą wyjeżdżając za granicę, sprzedał na aukcji i nieźle na tym zarobił. Przez przypadek poznał osobę pracującą przy organizacji słynnego wyścigu Le Mans. Dzięki temu jego prace zawisły w centrum prasowym wyścigu, a później i w paryskiej Galerii Vitesse, z którą współpracuję od 20 lat.

– Czuję się artystą. Mam potrzebę kreowania swojej rzeczywistości. Chcę sam tworzyć otaczającą mnie przestrzeń, przedmioty, meble, ogród. Maluję tylko to, co sprawia mi przyjemność: motoryzację – mówi Kuba Kupica.

Jego prace zamawiały takie koncerny, jak Ferrari czy Porsche, a Luc Besson wypożyczył je do filmu „3 days to kill” (w Polsce znany jako „72 godziny”). Obecnie pracuje nad projektem i realizacją wnętrza w domu swojego przyjaciela. Jak mówi, ma kilkanaście nieskończonych projektów. Te skończone są już dawno sprzedane.

– To Amerykanie wpadli na pomysł malowania aerografem. Chodzi o to, by wydobyć efekt, którego nie da się uzyskać pędzlem. Wszystkie rysunki wykonuję na papierze, „na piechotę”, bez pośpiechu. Wiem, że dzisiaj wystarczy komputer, odpowiedni program, drukarka, ale dla mnie nie na tym rzecz polega – tłumaczy K. Kapica.

Talent Kuby Kapicy, i nie tylko, ceni sobie wicestarosta świdnicki Waldemar Białowąs.

– Przyjaźnimy się od lat – mówi W. Białowąs. – Ta rodzina to ciekawi ludzie, których cenię za osiągnięcia, pasje, ale też za to, że jako lokalni patrioci pozostali w Świdniku i kochają to miasto. To rodzina, w której talent przechodzi z pokolenia na pokolenie. W tym domu zawsze jest miła atmosfera i jest o czym porozmawiać.

Sam K. Kapica przyznaje, że Świdnik to jego miejsce.

– Nie znoszę dużych miast. Wracam z wystaw najszybciej jak to możliwe. Zajmowałem się malarstwem ściennym i sprzedałem kilka obrazów tutaj, ale rynek wciąż jest płytki, Być może z czasem będzie lepiej – mówi pan Jakub.

Bartek Kapica, syn pana Jakuba, przyznaje, że długo szukał pomysłu na siebie, aż… zaczął gotować.

– Od małego patrzyłem, jak rodzice gotują. Cztery lata temu wyjechałem do Niemiec. Tam uczyłem się fachu, pracując w restauracjach. W tym zawodzie ani szkoły, ani „papiery”, nie znaczą tyle, ile umiejętności, wyobraźnia i pasja – mówi pan Bartek, który dziś jest szefem kuchni w jednej z restauracji w regionie.

Pasją do gotowania pragnie dzielić się z innymi. Pod koniec roku ukaże się jego książka kucharska. Ma być inna niż te już dostępne na rynku.

– Będzie mało zdjęć i mało tradycyjnych przepisów, a raczej inspiracje i rady, jak odnaleźć w sobie pasję do gotowania; jak dobierać produkty; jak z tego, co mamy pod ręką, tworzyć dzieła sztuki na talerzu, ale przede wszystkim ma być smacznie. Fajnie jest zaszczepiać w dzieciach umiejętność przyrządzania potraw. Gotowanie uczy życia: porządku, organizacji, poszanowania produktu – podkreśla B. Kapica.

Klan Kapiców to także pani Urszula, emerytowana pielęgniarka, a także młodszy syn Filip, komentator piłki nożnej i Formuły 1 na kanale Eleven Sports. (w)