Rozpędził się i zginął

Mimo dramatycznej akcji reanimacyjnej, nie udało się uratować 35-latka z Rejowca, który w sobotni poranek rozbił się w Lublinie. Auto mężczyzny wypadło z drogi, uderzyło w sygnalizację i słup, aż wreszcie dachowało.

Tragiczny początek weekendu na drogach w naszym regionie. W sobotę (11 maja), o godzinie 6:25, na lubelskiej Kalinowszczyźnie zmarł 35-letni mieszkaniec Rejowca.

– Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący pojazdem marki Toyota Celica, jadąc aleją Andersa w kierunku ulicy Mełgiewskiej, podczas zmiany pasa ruchu z lewego na prawy najprawdopodobniej nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze, zjechał na pas zieleni i uderzył w sygnalizację świetlną oraz słup trakcji trolejbusowej. Następnie auto dachowało i zatrzymało się na ulicy Kalinowszczyzna – relacjonuje przebieg śmiertelnego wypadku sierż. szt. Kamil Karbowniczek z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.

Samochód 35-latka z Rejowca rozpadł się na kawałki przy placu budowy. Dla kierowcy nie było już szans. I choć świadek natychmiast wezwał służby ratunkowe, a te pojawiły się w ciągu kilku minut, akcja reanimacyjna nie przyniosła rezultatów. W wyniku ciężkich obrażeń mężczyzna zmarł na miejscu. Jego ciało pokrył czarny worek, a wokół zaczęli kręcić się kolejni mundurowi z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Lublinie, zabezpieczając ślady.

Śledztwo w sprawie tragicznego wypadku nadzoruje teraz lubelska prokuratura. Tymczasem, jak smutno przyznają mundurowi, dobrze, że mężczyzna chociaż jechał sam… – Apelujemy do kierowców o zachowanie rozwagi i ostrożności na drodze oraz o stosowanie się do przepisów ruchu drogowego – mówi sierż. szt. K. Karbowniczek. (pc, fot. Lublin 112)