Ruch rozstrzelał Orła

ORZEŁ SREBRZYSZCZE – RUCH IZBICA 0:5 (0:2)


0:1 – P. Lewandowski (30), 0:2 – P. Lewandowski (45 karny), 0:3 – Bazela (65 samobójcza), 0:4 – Malczewski (70), 0:5 – P. Lewandowski (90).

ORZEŁ: Biłan – Trusiuk (80 M. Tatysiak), Prystupa (75 Sikorski), Ł. Tatysiak, Sz. Tatysiak, S. Tatysiak, M. Olender, Hałaj, Malinowski, Bohuniuk (46 Szaran), Bazela. Trener – Sebastian Kogut.

RUCH: Sasin – Banach (70 Binek), Prystupa, P. Lewandowski, Chopko, G. Lewandowski, Gałka, Kryłowicz, Pawlak (79 Bojarski), Malczewski (85 Płatek), Kić (46 J. Antoniak). Trener – Andrzej Rycak.

Trwa zła passa Orła Srebrzyszcze. W niedzielę podopieczni Sebastiana Koguta znów zagrali słabo i przegrali czwarty mecz z rzędu. – Sami nie wiemy, co się z nami dzieje – przyznał po ostatnim gwizdku Adam Sikorski, prezes i zawodnik Orła. – Niby nie gramy najgorzej, stwarzamy sytuacje, ale nie zamieniamy ich na bramki. Na domiar złego popełniamy głupie błędy w obronie i łatwo tracimy gole. Tak właśnie było w starciu z Ruchem Izbica – dodaje. Sikorski zauważa, że cały sztab zespołu ze Srebrzyszcza, i działaczy i zawodników, czeka poważna rozmowa.

– Musimy usiąść i na spokojnie zastanowić, co się dzieje, skąd tak słabe wyniki. Przecież sezon nie zaczął się dla nas źle. Wygraliśmy w Rejowcu z Unią, zremisowaliśmy z Bratem Siennica Nadolna, a potem wszystko się posypało – mówi. Zupełnie inne nastroje panują w Izbicy. – Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie i wygraliśmy w pełni zasłużenie – podkreśla Andrzej Rycak, trener Ruchu. – Do pierwszej bramki mecz był dość wyrównany, ale potem kontrolowaliśmy przebieg boiskowych wydarzeń – dodaje.

Cały zespół gości grał dobrze, ale na wyróżnienie zasługuje Patryk Lewandowski, zdobywca trzech bramek. Pierwszą wbił do pustej bramki Orła po tym, jak otrzymał podanie ze środka pola, i wyszedł „sam na sam” z bramkarzem gospodarzy, drugą z rzutu karnego, a trzecią kończąc składną akcję całej drużyny. – Najładniejszego gola zdobył jednak Malczewski, oddał mocny strzał z 16 metrów – mówi Rycak. Jednego gola gospodarze sami sobie wbili. W 65 min. Jacek Bazela interweniował tak niefortunnie, że pokonał zdezorientowanego Biłana. (kg)