Rumun-wędrowiec

Był głodny, przemoczony i nie potrafił powiedzieć ani słowa po polsku. Pomocy szukał u urzędników, a ci nie zostawili go na lodzie. Mowa o obywatelu Rumunii, który przywędrował do gminy Białopole.

W środę (28 grudnia) do urzędu gminy w Białopolu przyszedł obywatel Rumunii. I zapewne nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że mężczyzna był głodny, przemoczony i wyglądał tak, jakby miał za sobą długą i męczącą podróż. Nie znał polskiego.
– Przyznam, że trudno było nam się z nim porozumieć – mówi wójt Białopola, Henryk Maruszewski. – Gdyby znał trochę rosyjski albo angielski, byłoby łatwiej. Rumuński nie jest zbyt popularnym językiem, dlatego posiłkowaliśmy się internetowym tłumaczem google. No i jakoś się dogadaliśmy.

Urzędnicy dowiedzieli się, że „gość” jest obywatelem Rumunii. Miał też poświadczające to dokumenty. Nakarmili go, wysuszyli ubrania, zaopatrzyli w cieplejszą kurtkę i buty.
– Odkąd jestem wójtem, pierwszy raz zdarzyła się u nas taka sytuacja. Poinformowaliśmy o tym straż graniczną. Wszystkie dokumenty miał w porządku, nie był karany. Sądziliśmy, że wędruje gdzieś na zachód Europy i chcieliśmy mu nawet kupić bilet do Lublina, ale jak się okazało, szedł z Niemiec. Był już m.in. w Szczecinie, a od nas poszedł w stronę Hrubieszowa. Nie dowiedzieliśmy się, jaki był cel jego wyprawy. Chyba sobie „spaceruje” po Europie. Żartujemy w urzędzie, że to taki spóźniony zabłąkany wigilijny wędrowiec – dodaje H. Maruszewski. (kw)