Sąd nad radą nadzorczą

Rozpoczął się proces w sprawie legalności wyboru trzech członków rady nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej w Świdniku. Pozew złożyła grupa spółdzielców. Przewodniczący rady nadzorczej dowiedział się o sprawie po fakcie. – Gdyby zarząd spółdzielni zataił te informacje przed radą, w co nie wierzę, byłaby to sytuacja skandaliczna i oznaczałaby sabotaż i działanie na niekorzyść członków SM – uważa Konrad Sawicki, przewodniczący rady.


Wybór nowej, zmniejszonej z 15 do 9 członków, radny nadzorczej był jednym z ważniejszych punktów obrad czerwcowego walnego zebrania członków Spółdzielni Mieszkaniowej w Świdniku. O miejsce w niej ubiegało się 26 kandydatów. Ostatecznie głosami spółdzielców do rady dostali się: Jan Pyszniak, Konrad Sawicki, Marian Gołębiowski, Paweł Walczak, Katarzyna Denis, Andrzej Krawczyk, Marta Krawczyk, Andrzej Kukawski i Karol Łukasik.
Kandydatura trzech ostatnich osób już podczas walnego budziła wiele emocji. Pojawiały się głosy, że zgodnie ze statutem spółdzielni nie powinni oni wcale startować wyborach.
Marcie Krawczyk zarzucano, że jako najemca spółdzielczych lokalów użytkowych nie powinna kandydować do rady, bo godzi to w interes spółdzielni i dobre obyczaje. Zastrzeżenia dotyczące Andrzeja Kukawskiego autorzy pozwu tłumaczą tym, że w momencie wyboru do rady był on kierownikiem referatu Zamówień Publicznych w Wydziale Inwestycji Urzędu Miasta Świdnik, co również narusza dobre obyczaje i interes spółdzielni. Wątpliwości względem Karola Łukasika, na co dzień rzecznika prasowego świdnickiego ratusza, dotyczyły miejsca zamieszkania. Zdaniem powodów znalazł się w radzie niezgodnie ze statutem spółdzielni, który mówi, że można kandydować z osiedla, na którym się mieszka. Konkretnie chodziło o to, że nie jest on zameldowany w lokalu, w którym aktualnie mieszka. W dodatku Łukasik miał zostać członkiem spółdzielni na miesiąc przez walnym i to nie jako właściciel mieszkania, a jedynie garażu.
Pierwsza rozprawa sądowa dotycząca rady nadzorczej odbyła się w połowie grudnia.
Marek Słotwiński, prezes SM w Świdniku, na razie nie chce szerzej komentować sprawy. Przyznaje, że podczas rozprawy spółdzielnię reprezentował jej prawnik, który wniósł o oddalenie całości pozwu i nie zgodził się z przytoczonymi przez jego autorów argumentami.
– Kolejną rozprawę wyznaczono pod koniec marca. Zobaczymy, jakie rozstrzygnięcie przyniesie – mówi lakonicznie prezes.
Zapytany o komentarz w sprawie Konrad Sawicki, przewodniczący rady nadzorczej, przyznaje, że nic nie wie o pozwie i toczącym się postępowaniu.  Sami zainteresowani dowiedzieli się o wszystkim podobno też dopiero po pierwszej rozprawie.
– Nic nie wiem o tym, żeby była taka sprawa – mówi K. Sawicki. – Nie powiadomiono o niej również rady nadzorczej spółdzielni. Do 14 grudnia, bo właśnie wtedy mieliśmy ostatnie posiedzenie, żadne informacje na temat pozwu nie zostały nam przedstawione. Nie wierzę w to, że zarząd i prawnicy spółdzielni, wiedząc o postępowaniu dotyczącym trzech członków rady, nie powiadomiliby nas o sprawie i nie przekazali dokumentów do wglądu. Jeśli byłoby tak, że prezesi i pełnomocnik spółdzielni informację o pozwie zataili przed radą, to jest to według mnie sytuacja skandaliczna. Bez wątpienia takie postępowanie mogłoby zostać odebrane jako sabotaż, jako celowe działanie na szkodę mieszkańców i spółdzielni, a także jako przyzwyczajenie do złych standardów, które mogą uniemożliwiać dalszą współpracę. (w)