Sąd za dwie taczki gnoju

– Czuję się ścigany jak przestępca. I za co? Za dwie taczki gnoju! – oburza się rolnik z gminy Rejowiec. Postępowanie w jego sprawie na wniosek inspekcji weterynarii prowadzi Prokuratura Rejonowa w Krasnymstawie.

Wiosną ub.r. odnotowano pierwsze ogniska ASF wirusa u świń w powiecie chełmskim. Od tamtej pory trwał dramat hodowców trzody chlewnej. Nakładano na nich kolejne restrykcje i wybijano całe stada. Niektóre liczyły aż 1100 świń. W gospodarstwie mieszkańca gminy Rejowiec (nazwisko do wiadomości redakcji) ASF wykryto w lipcu ub.r. Rolnik ma żal, bo konsekwencje tej sytuacji odczuwa do tej pory. Został postawiony w roli oskarżonego.

– W lipcu ubiegłego roku przyjechali do mnie inspektorzy weterynarii, bo świnie, które trzymałem na własny użytek, zachorowały na ASF – opowiada nasz rozmówca. – Dwie taczki obornika z chlewu inspektorzy nakazali mi zakopać gdzieś dalej. Obornik był zdezynfekowany. Zrobiłem tak, jak mi polecono. Wywiozłem te dwie taczki gnoju na swoją działkę – ogrodzoną – jakieś dwieście, trzysta metrów od posesji. Po dwóch tygodniach inspektorzy znowu przyjechali na kontrolę. Zaprowadziłem panią inspektor w miejsce, gdzie zakopałem obornik. Ona zrobiła tam zdjęcia i myślałem, że na tym koniec. Zrobiłem to, co chcieli, ale okazało się, że moje problemy dopiero się zaczęły.

Przez ten obornik a konkretnie przez niezachowanie zasad bioasekuracji, bo tak oficjalnie się to nazywa, odmówiono mi wypłaty odszkodowania. Ale nie to było najgorsze. Pod koniec grudnia dostałem pismo z prokuratury, z którego dowiedziałem się, że w mojej sprawie toczy się postępowanie. Wniosła o to inspekcja weterynarii, według której wysypałem obornik na pole. A ja przecież ten gnój zakopałem – tak, jak mi polecono.

Na pierwszej rozprawie nie byłem. Zwróciłem się do radcy prawnego i napisaliśmy odwołanie, bo kara miała wynieść sześćset złotych. W końcu stanęło na trzystu złotych, ale ja nie czuję się winny. Mam żal, bo rolnicy są ścigani jak przestępcy, a przecież żaden z nas sobie specjalnie wirusa nie przywlókł do gospodarstwa.

Agnieszka Lis, powiatowy lekarz weterynarii w Chełmie, potwierdza, że w przypadkach naruszenia przepisów w związku z ASF i niezachowania zasad bioasekuracji powiadamiano organy ścigania.

– Zawiadamialiśmy prokuraturę, aby ustalono czy rzeczywiście doszło do naruszenia przepisów – mówi inspektor Lis. – Takie zawiadomienia wystosowaliśmy mniej więcej w połowie przypadków, w których stwierdzono ogniska ASF. Niektóre sprawy zostały umorzone, inne są w toku. Nie o wszystkich rozstrzygnięciach wiemy. W przypadku pana z gminy Rejowiec mogło być tak, że ten obornik został zakopany przed okresem tak zwanej karencji. Teraz polemika na nic się nie zda. To do organów ścigania należy decyzja.

W Prokuraturze Rejonowej w Krasnymstawie potwierdzają, że postępowanie w sprawie rolnika z gminy Rejowiec było prowadzone. Ale to nie jest odosobniony przypadek, bo takich postępowań o ukaranie rolników było więcej. (mo)