Sadysta z wiatrówką

– Strzał padł na moich oczach. Kot wygiął się z bólu i po chwili padł na moich rękach – opowiada Agnieszka Bakaj ze Strachosławia i zapowiada, że nie odpuści zwyrodnialcowi.

Była niedziela, 15 kwietnia, około godz. 16. Agnieszka Bakaj siedziała na swoim podwórku. Kot wylegiwał się na słońcu kilka metrów od niej. Patrzyła na swojego czarnego półpersa, gdy nagle padł strzał.

– To był moment, nie zdążyłam nic zrobić. Podbiegłam tylko do kota i wzięłam go na ręce. Wtedy zobaczyłam sąsiada, który ze spokojem mi się przyglądał, podczas gdy ja histeryzowałam. Gdy wykrzyczałam, że mu tego nie daruję i wzywam policję, schował się – opowiada kobieta.

– Otrzymaliśmy takie wyzwanie – potwierdza podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chełmie. Mundurowi prowadzą czynności z artykułu 35 ustawy o ochronie zwierząt, który mówi: kto zabija, uśmierca zwierzę (…) podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Policja z uwagi na dobro śledztwa nie chce ujawniać szczegółów. Agnieszka Bakaj jest jednak pewna, kto zastrzelił jej kota. – Sekcja zwłok wykazała, od której strony padł strzał i potwierdziła, że odległość nie była duża – wymienia, że już nie raz słyszała strzały, które padały zza siatki. – Boje się o swoje bezpieczeństwo. Co by było, gdy pocisk nie trafił w kota, tylko we mnie albo kogoś z rodziny? – mówi roztrzęsiona. (mg)